poniedziałek, 27 maja 2013

Chapter 12

Spojrzał na mnie zakłopotany kręcąc przecząco głową.
- Co powiedziałaś? - mruknął jedną ręką poprawiając włosy.
- Słyszałeś, zatrzymaj samochód. - powiedziałam wyraźnie ze zdenerwowaniem, bawiąc się palcami.
- Nie. - zaśmiał się ironicznie mocniej zaciskając dłonie na kierownicy. Widząc, że nie odpowiadam spuścił wzrok z drogi, gorączkowo wpatrując się w moją twarz. Jego mięśnie się napięły a oczy pociemniały z powodu nagromadzonej w nim złości.
- Zatrzymaj do cholery ten samochód. - krzyknęłam podenerwowana przebiegając palcami po całej długości moich brązowych włosów. Twarz Justina poczerwieniała a on ze wściekłością wpatrywał się w moje zielone tęczówki.
- Och doprawdy? - zacisnął dłonie na kierownicy gwałtownie zatrzymując samochód przy końcu lasu. - Proszę bardzo, wysiądź. - wrzasnął otwierając drzwiczki od mojej strony. Moje ciało przeszedł dreszcz gdy jego ręka dotknęła mojego ciała.
- I to zrobię. - wrzasnęłam gdy już byłam na zewnątrz.
- I bardzo dobrze. - jeszcze bardziej podniósł głos. Odpalił samochód i po prostu odjechał. Palant. Jedynym uczuciem, które odczuwałam była złość. Jak mógł się w stosunku do mnie tak zachować? Przecież tylko się o niego martwiłam. Pierdolony egoista.
Rozejrzałam się. Stałam przy końcu ogromnego lasu w którym byłam przez jakiś czas więziona przez mojego nieżyjącego już prześladowcę. Od drugiej części lasu po drugiej stronie oddzielała mnie szosa. Spojrzałam na niebo na którym zaczęły zbierać się ciemne chmury. Usiadłam na trawie delikatnie krzyżując nogi ze względu na moją obolałą kostkę. I jeszcze zostawił mnie w takim stanie samą przy lesie.
Sama tego chciałaś. 
Och, zamknij się.
Potrząsnęłam głową kończąc monolog, który prowadziłam sama ze sobą. Poprawiłam włosy, które opadły mi na twarz. Poczułam strach słysząc szelest liści.
To tylko wiatr, nie dramatyzuj. 
A co jeśli Ryan żyje? Nie, niemożliwe przecież widziałam jego bezwładne ciało leżące w dużej kałuży krwi. Skrzywiłam się przywołując obraz z tamtego wydarzenia. Wiem, że to nie był pierwszy raz kiedy blondyn miał styczność z taką sytuacją ale wiedza o tym a zobaczenie tego, to zupełnie coś innego. W moich oczach zebrały się łzy, które spływając po moich policzkach idealnie komponowały się z deszczem, który właśnie zaczynał padać.
- Wspaniale. - mruknęłam.
Zmrużyłam oczy wpatrując się w zbliżający się w moją stronę samochód. Czarny Range Rover zatrzymał się prawie przy mnie. Ogarnął mnie strach. Cholera, dlaczego takie coś zawsze zdarza się tylko mi? Mam już dość złych wydarzeń jak na ten dzień. Co mogę teraz zrobić? Nie mam gdzie uciec a nie wbiegnę do lasu, bo jest ciemno i zawsze ktoś tam może być a nie mam ochoty natknąć się na ciało Ryana. Boże dopomóż.

*Justin*

Czułem jak złość ogarnia całe moje ciało. Zacząłem głęboko oddychać aby nie zdenerwować się jeszcze bardziej. Jechałem bez celu coraz bardziej zastanawiając się czy dobrze postąpiłem. Ale w końcu to jak mogła się tak zachować. Egoistka. Uderzyłem dłonią w kierownicę jeszcze bardziej przyspieszając. Wymijałem kolejne samochody próbując się jakkolwiek odprężyć. Po przemyśleniu obiektem do, którego jechałem był mój dom. Będąc na miejscu wysiadłem z samochodu zatrzaskując go. Spojrzałem na swój dwupoziomowy, beżowy z licznymi oknami dom. Pospiesznie ruszyłem w kierunku drzwi przekręcając klucz a następnie kopiąc w wejście. Wszedłem do środka i od razu udałem się do przestronnego, utrzymanego w stonowanych barwach salonu. Usiadłem na czarnej skórzanej sofie, która znajdowała się po prawej stronie przy ścianie. Oparłem się plecami o obicie odchylając głowę w tył i zamykając oczy. Chwyciłem w dłoń telefon i wybrałem numer mojego współlokatora Christiana.
- Yo bro. - usłyszałem jego lekko zachrypnięty głos.
- No cześć. - zacząłem niepewnie drapiąc się po karku.
- Co się dzieje stary? - mruknął zaciekawiony.
- Mam hm - zacząłem nie wiedząc jak to nazwać - problem - dodałem marszcząc brwi.
- Jaki? Stało się coś?
- Umh Ryan porwał Zoe i pojechałem po nią a później go zabiłem. Eh a gdy byliśmy już w samochodzie pokłóciliśmy się a ona kazała mi zatrzymać samochód. - powiedziałem mierzwiąc dłonią włosy.
- Zrobiłeś to?! - podniósł głos wyraźnie zły.
- Tak. - zacisnąłem pięść zdając sobie sprawę jakim jestem idiotą.
Popełniłem ogromny błąd i dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. A co jeśli coś jej się stało?
- Kurwa Jason, zaraz będę. - rozłączył się.
Moje mięśnie się napięły, moja szczęka się zacisnęła, twarz przybrała czerwony kolor a żyły na mojej szyi stały się widoczne. Rzuciłem telefonem w ścianę przez co upadł z hałasem na podłogę i rozpadł się na kilka kawałków. Jeszcze bardziej zdenerwowany odwracając się do pobliskiej ściany uderzyłem w nią kilkakrotnie pięściami dając mojej złości wyjść na zewnątrz. Przez uderzenia na mojej dłoni pojawiła się krew.
Jason, jesteś idiotą. 
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Zmarszczyłem brwi odwracając się w tamtą stronę.
- Cholera. - przełknąłem głośno ślinę wpatrując się w osobę, która stała 5 metrów ode mnie.

_________________________________________
Dzień dobry. Wiem, że długo nie było rozdziału ale nie miałam czasu by go porządnie napisać.

Jeśli pod rozdziałem pojawi się minimum 5 komentarzy następna część się ukaże jeśli będzie mniej rozdziału w ogóle nie będzie.

sobota, 11 maja 2013

Chapter 11

Biegłam wciąż przed siebie co chwilę się potykając. Wszystko teraz zwróciło się przeciwko mnie. Brunet zaczął mnie doganiać. Odwróciłam lekko głowę patrząc przez ramię jaka jest odległość między mną a Ryanem. Mimo, że trwało to sekundę, straciłam równowagę potykając się o korzenie pobliskiego drzewa i upadłam.
Cholera.
Położyłam dłonie na trawie, próbując jak najszybciej wstać. Poczułam palce boleśnie wbijające się w mój obojczyk. Jęknęłam szarpiąc się. Chłopak odwrócił mnie tak, że leżałam na plecach. Zmrużyłam oczy przez oślepiające mnie promienie słońca.
- Naprawdę myślałaś, że mi uciekniesz? - uśmiechnął się szyderczo sięgając dłonią do kieszeni spodni. Cofnęłam się na rękach do tyłu czując, że Ryan chce zrobić mi coś złego. Zmarszczył brwi a na jego twarz wkradł się niemiły uśmiech. Próbowałam dalej się cofać lecz przerwało mi mocne uderzenie w twarz. Odskoczyłam zaciskając z bólu oczy.
- Nie nauczyłaś się jeszcze, że mi się nie ucieka? - syknął z jadem w głosie wyciągając zza siebie średniej wielkości nóż. Wzdrygnęłam się ze strachem parząc na bruneta. A co jeśli mnie zabije? Mam dopiero 17 lat, całe życie przede mną. Nie chcę zostać zabita przez jakiegoś psychopatę chcącego dobrać się do mnie i zrobić na złość Justinowi. Nie zasłużyłam sobie na to. Rozejrzałam szukając czegoś dzięki czemu mogłabym się uwolnić. Jednakże nie znalazłam nic.
- Nie sądzisz, że powinnaś dostać karę za to co zrobiłaś? - szepnął wprost do mojego ucha a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Przejechał nożem po moim ramieniu powodując u mnie krzyk.
- Zamknij się, suko. - wrzasnął głębiej zagłębiając nóż w moim ciele. Zacisnęłam zęby. Łzy spływały po moich policzkach a dolna warga zaczęła się trząść.
- Z-z-zostaw mnie p-p-proszę. - wymamrotałam mając nadzieję, że brunet przestanie. Ramię niemiłosiernie mnie piekło a krew spływała do dłoni a następnie na trawę. Chłopak nie zareagował i kontynuował krzywdzenie mnie. Pomimo starań z moich ust wydobywały się ciche krzyki za które on karał mnie głębszymi cięciami. Starałam się nie patrzeć na powstałe rany. Ból przechodził przez całe moje ciało, teraz Ryan nie tylko sprawiał mi ból na ramieniu. Stworzył kilka cięć na moich nogach i brzuchu. Zaczęłam się bać co zrobi ze mną potem, a co jeśli szykuje coś jeszcze gorszego? Brunet uśmiechał się delikatnie jakby nie robił mi nic złego. Chciałam umrzeć.
Usłyszałam strzał na co moje serce jeszcze bardziej przyspieszyło, otworzyłam szerzej oczy spoglądając na Ryana, który zwijał się z bólu na trawie, kurczowo trzymając się za brzuch. Zaczęłam się trząść i powolni odwróciłam głowę. Ujrzałam dość dobrze zbudowanego chłopaka ubranego w czarne rurki, białą opinającą się na jego mięśniach koszulkę i czarne supry. Jego mięśnie były napięte a jedna dłoń owinięta była wokół broni mocno ją ściskając. Jego twarz wyrażała gniew a z jego ust wydobywały się niesłyszalne dla mnie słowa. Jego blond włosy w nieładzie opadały na jego czoło - Justin. Wzrok chłopaka napotkał mój po chwili spojrzał na moje rany jego twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona a żyły na szyi stały się jeszcze bardziej widoczne. Szybkim krokiem podszedł do mnie wciąż trzymając pistolet w kierunku Ryana. Pomógł mi wstać. Cicho syknęłam kiedy ręka blondyna otarła się o moje nowo powstałe obrażenia.
- Kochanie przepraszam. - mruknął pocierając moją brudną od zaschniętej krwi dłoń. - Schowaj się za mną, proszę. - szepnął całując mnie w czoło i lekko odpychając do tyłu. Przez mój wcześniejszy upadek najwidoczniej skręciłam kostkę gdyż wykonywanie kroków sprawiało mi trudność. Oparłam się plecami o pobliskie drzewo w duchu modląc się aby Justinowi nie stała się krzywda. Bałam się o niego jak nigdy wcześniej. Ryan jest nieprzewidywalny. Chłopak podszedł bliżej bruneta, który wciąż leżał na ziemi a jego koszulka była poplamiona od krwi.
- Bardzo źle zrobiłeś dotykając moją dziewczynę. - blondyn szyderczo się zaśmiał i nacisnął spust wystrzeliwując pocisk w nogę bruneta. Ryan zacisnął zęby ze złością wpatrując się w Justina.
- Nie sądzę. - chłopak ukazał w uśmiechu rząd białych zębów posyłając blondynowi spojrzenie pełne pogardy.
- Doprawdy? - Justin pokręcił głową i kolejny raz strzelił tym razem w ramię. Mimo bólu, który wciąż mi towarzyszył osunęłam się w dół, zamykając oczy nie chcąc na to patrzeć. Co kilka minut słyszałam strzały i cichnące krzyki Ryana. Poczułam dłoń na moim ramieniu na co drgnęłam. Powolnie otworzyłam oczy a łzy, które do tej pory kryły się pod powiekami, zaczęły spływać po moich policzkach, zamazując obraz. Mrugnęłam kilka razy aby znów widzieć wyraźnie. Rękoma chwyciłam się pnia drzewa i ostrożnie wstałam nie chcąc zrobić sobie większej krzywdy. Uniosłam głowę i ujrzałam miodowo-brązowe oświetlone przez słońce tęczówki Justina., które przepełniał smutek. Chłopak delikatnie mnie przytulił na co lekko odskoczyłam w tył ocierając się plecami o drzewo. Zlustrowałam blondyna patrząc czy nie ma żadnych obrażeń. Wyglądał tak jak wcześniej, wyszedł z tego bez szwanku. Jego szczęka się rozluźniła i objął mnie ramieniem.
- Nie bój się. - szepnął przejeżdżając nosem wzdłuż mojej szyi. - Tak bardzo się martwiłem przepraszam, że tak późno zareagowałem. Powinienem szybciej przyjechać. - wymamrotał mocno mnie przytulając i uspokajająco pocierając moje plecy.
- T-t-to nie twoja wina. - wymamrotałam poprawiając włosy, które opadły mi na twarz. - M-m-możemy już stąd iść? - szepnęłam niezrozumiale patrząc na martwe ciało Ryana leżące w dużej kałuży krwi.
- Chodźmy. - powiedział splatając nasze dłonie ze sobą. Zrobiłam kilka niepewnych kroków ze względu na obolałą kostkę. - Boli cię noga? -nie odpowiedziałam. Jedną rękę umiejscowił na moich plecach a drugą do góry ud i jednym sprawnym ruchem mnie podniósł. Położyłam głowę w zagłębieniu między jego szyją a ramieniem.
- Jestem ciężka. - westchnęłam wdychając zapach wody kolońskiej chłopaka.
- Jesteś naprawdę lekka i nie pozwolę ci iść w tym stanie.
Mocniej wtuliłam się w blondyna. Po kilku minutach staliśmy przy samochodzie. Justin otworzył przede mną drzwi. Próbowałam zręcznie wsiąść do SUV'a, lecz nie do końca mi się to udało. Blondyn nie poszedł na miejsce kierowcy tylko usiadł z tyłu koło mnie. Posłałam mu pytające spojrzenie gdy sięgnął dłonią za siebie, szukając czegoś. Gdy upłynęło kilka minut wyciągnął zza siebie małą apteczkę.
- Od kiedy masz apteczkę w samochodzie? - uniosłam brwi.
- Kochanie mam ją od dość dawna tylko nigdy jej nie używałem. - uśmiechnął się wyciągając z pudełka wszystkie potrzebne artykuły by oczyścić moje rany.
- Zdejmij koszulkę. - powiedział spokojnie. Zrobiłam to co kazał. Chłopak zlustrował mnie wzrokiem a zadziorny uśmiech wkradł się na jego usta.
- Może trochę boleć. - ostrzegł zaczynając oczyszczać moje rany. Wykrzywiłam usta w grymasie, zaciskając dłonie w pięści. Justin owinął moją rękę bandażem i nawiązał kontakt wzrokowy.
- Coś jeszcze cię boli? - spytał zaniepokojony.
- Prawa kostka. - wymamrotałam. Chłopak uniósł moją nogę przyglądając się. Delikatnie wodził po niej palcami nie chcąc sprawić mi bólu.
- Nie jest złamana ani skręcona ale musiałaś bardzo niefortunnie upaść. - odezwał się wsmarowując w moją kostkę przeciwbólowy żel. - Ubierz tą koszulkę. - podał mi niebieski t-shirt z dekoltem w serek.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
***
Będąc w drodze do domu wpatrywałam się w przestrzeń za oknem. Powinnam być wdzięczna Justinowi za uratowanie mi życia, lecz wciąż nie mogę wyrzucić z głowy momentu gdy zabijał Ryana. A co jeśli policja się o tym wszystkim dowie? Wtedy zamkną blondyna w więzieniu a moje życie znów nie będzie miało sensu.
- Co jest nie tak? - spojrzał na mnie kładąc rękę na moim kolanie.
- Zostałam porwana, prawie zgwałcona, widziałam jak zabijasz człowieka a ty się jeszcze pytasz co jest nie tak?  A co jeśli policja cię znajdzie? - podniosłam głos podirytowana.
- Nie znajdzie, moi ludzie się tym zajmą. Zoe rozumiem kurwa, że przechodzisz ciężkie chwile ale mogłabyś okazać mi choć trochę wdzięczności. Szukałem ciebie i uratowałem ci życie! Gdybym tego nie zrobił on zgwałciłby cię i zabił albo wykorzystywałby się dalej a ty przejmujesz się tym, że się go pozbyłem?! Przestań być do cholery egoistką! Zachowujesz się jak suka!- wrzasnął zaciskając dłonie na kierownicy. Jego twarz przybrała czerwony kolor, oczy wyrażały gniew, szczęka się zacisnęła a żyły na jego szyi znacznie się uwidoczniły.
- Zatrzymaj samochód.

_________________________________
woho się porobiło jak myślicie jak akcja potoczy się dalej? Justin zatrzyma samochód czy może jednak nie? Przepraszam, że przez ponad tydzień nie było rozdziału ale mam też szkołę, naukę sami rozumiecie. Mam nadzieję, że was tym rozdziałem nie rozczarowałam. Czekam na wasze opinie. :)

nie pozostawiaj rozdziału bez komentarza

czwartek, 2 maja 2013

Chapter 10

Ze strachem wpatrywałam się w zielone tęczówki chłopaka, czując jak robi mi się słabo. Czego on znowu ode mnie chce? Już raz próbował mnie zgwałcić, nie mogę pozwolić aby znowu to się wydarzyło. Chciałam się poruszyć, uciec, lecz przerażenie, które objęło cały mój umysł uniemożliwiło mi to. Stałam w miejscu wciąż utrzymując kontakt wzrokowy z brunetem czując jak coraz bardziej zaciska ucisk na moich ramionach. Skrzywiłam się czując ogromny ból.
- Nie cieszysz się na mój widok? - powiedział cicho a jego mięśnie jeszcze bardziej się napięły. Stłumiłam w sobie krzyk.
- Dziwi cię to? - syknęłam.
- Na twoim miejscu byłbym milszy. - brutalnie chwycił dłonią mój podbródek. Jego dotyk mnie obrzydzał.
- Dlaczego mi to robisz? - warknęłam z jadem w głosie, unikając jego wzroku.
- Dlaczego? - zaśmiał się szyderczo. - Jesteś cholernie seksowna i jednocześnie irytująca. Skoro nie chcesz z własnej woli się ze mną przespać to ci pomogę i jeszcze skrzywdzę tym Jasona, idealnie. - na jego twarzy pojawił się chciwy uśmiech jakby ta sytuacja go bawiła.
- Nigdzie z tobą nie pójdę, jesteś nienormalny. - prawie krzyknęłam przez co zostałam uderzona w twarz. Ryan chwycił mnie za włosy z ogromną siłą uderzając moją głową o szafki. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Z całych sił starałam się pozostać przytomna. Brunet widząc jak zaczynam się wyrywać zmrużył oczy kolejny raz mnie uderzając.

*Justin* 

Kończąc ostatnią lekcję, wyszedłem pospiesznie z klasy szukając Zoe. Nie mogąc nigdzie znaleźć dziewczyny, ogarnął mnie niepokój. A co jeśli coś jej się stało? Potrząsnąłem głową chcąc odgonić tą myśl. Poprawiłem koszulkę podchodząc do Destiny. Dotknąłem lekko jej ramienia odwracając w moją stronę. Widząc mnie przed sobą w zdziwieniu szerzej otworzyła oczy.
- O cześć Ju.. znaczy Jason! Dawno ciebie nie widziałam czemu wróciłeś? - mówiła podenerwowana w zawrotnym tempie, irytując mnie.
- Zamknij się. - syknąłem zniecierpliwiony. - Wiesz gdzie jest Zoe? - spytałem rozglądając się po korytarzu wciąż poszukując wzrokiem dziewczyny.
- A co ciebie to interesuje? Chyba.. - zaczęła oskarżycielsko kładąc dłoń na biodrze, przechylając głowę w bok.
- Stanowczo za dużo mówisz. - wywróciłem oczami. - Spytam jeszcze raz wiesz gdzie jest Zoe? Oczekuję normalnej odpowiedzi złożonej z jednego słowa albo stanę się niemiły i nie waż się kłamać. - oparłem dłonie na jej ramionach, jej ciało opadło na szafki. Nerwowo spoglądałem na jej twarz zaczynając szybciej oddychać, gdyż dziewczyna zaczynała mnie jeszcze bardziej denerwować.
- Nie. - odpowiedziała cicho widocznie zawstydzona moją obecnością. Uśmiechnąłem się zwycięsko puszczając Destiny i odchodząc.
- I zapomniałbym - odwróciłem się patrząc na jej zdezorientowaną minę. - Ja i Zoe jesteśmy razem. - puściłem dziewczynie oczko. Poprawiła włosy wpatrując się w przestrzeń z delikatnie otwartymi ustami. Ruszyłem przed siebie myśląc gdzie może znajdować się brunetka. Na pewno nie wróciłaby sama do domu a skoro jej przyjaciółka jest w szkole.. Cholera, musiało coś się wydarzyć. Wybrałem numer dziewczyny jednakże za każdym razem nie odbierała.
***
Siedząc w aucie opierając się o zagłówek, zacząłem masować skronie.

'Gdy byłem już pod klasą poczułem szarpnięcie. Przede mną stał Ryan Kelan chłopak, który chciał zgwałcić Zoey. Sam widok bruneta sprawił, że buzowały we mnie emocje. Zacząłem szybciej oddychać a moje serce gwałtownie przyspieszyło.
- Odejdź zanim się zabiję. - warknąłem a moje mięśnie się napięły. Chęć pozbawienia życia bruneta przejęła mój umysł. 
- Jason, jesteś taki żałosny. - zaśmiał się. - Postaram się abyś stracił jedyną osobę na której ci zależy. - powiedział cicho nadal się śmiejąc i odchodząc.' 

Ryan. Jak dopiero teraz mogłem na to wpaść? Koleś jest tak bardzo przewidywalny. Zawiodłem samego siebie. Zacisnąłem dłonie na kierownicy z ogromną prędkością, opuszczając teren placówki. Gdzie on mógł ją zabrać? Muszę się pospieszyć, już mógł zrobić Zoe krzywdę. Na myśl przyszło mi tylko jedno miejsce a  mianowicie stara, opuszczona hala zmarłego ojca Ryana. Tylko tam mogli pojechać, idealne miejsce na uprowadzenie kogoś, tuż za lasem na obrzeżach miasta. Jeszcze bardziej przyspieszyłem, nie zwracając uwagi na panujące zasady i niebezpieczeństwo jakie stwarzam. Liczy się dla mnie tylko jedno a mianowicie Zoey.

*Zoe* 

Obudziłam się czując ból na twarzy. Leniwie otwierając oczy, rozejrzałam się. Ciemne, opuszczone pomieszczenie. Chyba była tu niegdyś szatnia ze względu na szafki, ławki i łazienkę tuż obok. Wygląd tego miejsca przerażał, ściany pokryte groźbami oraz wyzwiskami. Lustra wiszące nad umywalkami były pozbijane a pozostałe kawałki również zostały zniszczone tak jak ściany. Na ziemi oprócz wylanego betonu nie było nic. Spojrzałam w miejsce z którego rozchodziło się światło.
- Co ja tutaj robię? - spytałam masując się po karku dostrzegając chłopaka. W momencie przypomniałam sobie wydarzenie ze szkoły.
- Gdzie ty do cholery mnie zabrałeś? - wrzasnęłam zdenerwowana.
- Spokojnie kochanie. Po co się denerwować? - zaśmiał się przecząco kręcąc głową.
- Jesteś chory psychicznie! - wplątałam dłonie we włosy pociągając kolana pod brodę i urywając w nich twarz. Usłyszałam kroki Ryana. Usiadł obok mnie obejmując mnie ramieniem. Chciałam zrzucić jego rękę, lecz nie mogę pogorszyć swojej i tak okropnej sytuacji. Moje oczy wypełniły się łzami, które po chwili spływały po moich obolałych policzkach. Zaczęłam kołysać się w przód i w tył jednakże nic nie mogło mi pomóc.
- Nic ci jeszcze nie zrobiłem. - mruknął całując moje ramię przez co odskoczyłam. - Chodź tu suko! - wrzasnął ciągnąc mnie za włosy w swoją stronę stwarzając mi ogromny ból . - Stwierdziłem, że lepiej to zrobić kiedy będziesz świadoma. Kiedy Jason o tym się dowie poczuje się z tym jeszcze gorzej. Nic do ciebie nie mam Zoe ale chęć zemszczenia się na nim jest dużo silniejsza. - sunął nosem po mojej szyi powodując, że zaczęłam łkać.
- Shhh... - szepnął popychając mnie na zimną podłogę i wkładając dłonie pod moją bluzkę wodząc nimi po moim ciele. Zacisnęłam powieki chcąc się bronić jednak nie miałam siły, nie potrafiłam. Kolejny raz tego dnia sparaliżował mnie strach. W mojej głowie zaczęło dudnić od negatywnych emocji. A co jeśli mnie zabije? Nie chcę umierać, nie teraz. Łzy wciąż moczyły moje policzki a chłopak swymi szorstkimi dłońmi zaczął dotykać moich piersi. Muszę coś zrobić, cokolwiek. Położyłam dłonie na klatce piersiowej bruneta gwałtownie go odpychając i kopiąc w krocze. Podniosłam się z ziemi, przerażona podbiegając do drzwi. Zaczęłam mocno ciągnąć za klamkę aż wyjście się otworzyło. Lekko odwróciłam się za siebie widząc, że Ryan powolnie wstaje z podłogi. Przebiegłam przez halę a następnie udałam się do lasu uważając aby się nie przewrócić. Usłyszałam za sobą dźwięk łamanych gałęzi przez kroki bruneta. Przyspieszyłam nie odwracając się za siebie czując się jak w pułapce.Gdzie do cholery jesteś Justin? Potrzebuję cię.

__________________________
Dzień dobry Kochani. 
10 rozdział za nami a blog ma 10/11 czytelników, jestem mile zaskoczona! Nie spodziewałam się, że komukolwiek spodoba się to opowiadanie i mój sposób pisania. 
Rozdział planowałam na wczoraj ale nie zdążyłam go poprawić.
I jak spodziewaliście się, że to Ryan? 
Justin był trochę niemiły dla Des, prawda? 
Pod poprzednim postem 5 komentarzy + 1 opinia na twitterze, jest coraz lepiej! :)

nie pozostawiaj rozdziału bez komentarza. 

na asku jak i na tt możecie zadawać pytania dotyczące bloga i nie tylko :
twitter