- Nie cieszysz się na mój widok? - powiedział cicho a jego mięśnie jeszcze bardziej się napięły. Stłumiłam w sobie krzyk.
- Dziwi cię to? - syknęłam.
- Na twoim miejscu byłbym milszy. - brutalnie chwycił dłonią mój podbródek. Jego dotyk mnie obrzydzał.
- Dlaczego mi to robisz? - warknęłam z jadem w głosie, unikając jego wzroku.
- Dlaczego? - zaśmiał się szyderczo. - Jesteś cholernie seksowna i jednocześnie irytująca. Skoro nie chcesz z własnej woli się ze mną przespać to ci pomogę i jeszcze skrzywdzę tym Jasona, idealnie. - na jego twarzy pojawił się chciwy uśmiech jakby ta sytuacja go bawiła.
- Nigdzie z tobą nie pójdę, jesteś nienormalny. - prawie krzyknęłam przez co zostałam uderzona w twarz. Ryan chwycił mnie za włosy z ogromną siłą uderzając moją głową o szafki. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Z całych sił starałam się pozostać przytomna. Brunet widząc jak zaczynam się wyrywać zmrużył oczy kolejny raz mnie uderzając.
*Justin*
Kończąc ostatnią lekcję, wyszedłem pospiesznie z klasy szukając Zoe. Nie mogąc nigdzie znaleźć dziewczyny, ogarnął mnie niepokój. A co jeśli coś jej się stało? Potrząsnąłem głową chcąc odgonić tą myśl. Poprawiłem koszulkę podchodząc do Destiny. Dotknąłem lekko jej ramienia odwracając w moją stronę. Widząc mnie przed sobą w zdziwieniu szerzej otworzyła oczy.
- O cześć Ju.. znaczy Jason! Dawno ciebie nie widziałam czemu wróciłeś? - mówiła podenerwowana w zawrotnym tempie, irytując mnie.
- Zamknij się. - syknąłem zniecierpliwiony. - Wiesz gdzie jest Zoe? - spytałem rozglądając się po korytarzu wciąż poszukując wzrokiem dziewczyny.
- A co ciebie to interesuje? Chyba.. - zaczęła oskarżycielsko kładąc dłoń na biodrze, przechylając głowę w bok.
- Stanowczo za dużo mówisz. - wywróciłem oczami. - Spytam jeszcze raz wiesz gdzie jest Zoe? Oczekuję normalnej odpowiedzi złożonej z jednego słowa albo stanę się niemiły i nie waż się kłamać. - oparłem dłonie na jej ramionach, jej ciało opadło na szafki. Nerwowo spoglądałem na jej twarz zaczynając szybciej oddychać, gdyż dziewczyna zaczynała mnie jeszcze bardziej denerwować.
- Nie. - odpowiedziała cicho widocznie zawstydzona moją obecnością. Uśmiechnąłem się zwycięsko puszczając Destiny i odchodząc.
- I zapomniałbym - odwróciłem się patrząc na jej zdezorientowaną minę. - Ja i Zoe jesteśmy razem. - puściłem dziewczynie oczko. Poprawiła włosy wpatrując się w przestrzeń z delikatnie otwartymi ustami. Ruszyłem przed siebie myśląc gdzie może znajdować się brunetka. Na pewno nie wróciłaby sama do domu a skoro jej przyjaciółka jest w szkole.. Cholera, musiało coś się wydarzyć. Wybrałem numer dziewczyny jednakże za każdym razem nie odbierała.
***
Siedząc w aucie opierając się o zagłówek, zacząłem masować skronie.
'Gdy byłem już pod klasą poczułem szarpnięcie. Przede mną stał Ryan Kelan chłopak, który chciał zgwałcić Zoey. Sam widok bruneta sprawił, że buzowały we mnie emocje. Zacząłem szybciej oddychać a moje serce gwałtownie przyspieszyło.
- Odejdź zanim się zabiję. - warknąłem a moje mięśnie się napięły. Chęć pozbawienia życia bruneta przejęła mój umysł.
- Jason, jesteś taki żałosny. - zaśmiał się. - Postaram się abyś stracił jedyną osobę na której ci zależy. - powiedział cicho nadal się śmiejąc i odchodząc.'
Ryan. Jak dopiero teraz mogłem na to wpaść? Koleś jest tak bardzo przewidywalny. Zawiodłem samego siebie. Zacisnąłem dłonie na kierownicy z ogromną prędkością, opuszczając teren placówki. Gdzie on mógł ją zabrać? Muszę się pospieszyć, już mógł zrobić Zoe krzywdę. Na myśl przyszło mi tylko jedno miejsce a mianowicie stara, opuszczona hala zmarłego ojca Ryana. Tylko tam mogli pojechać, idealne miejsce na uprowadzenie kogoś, tuż za lasem na obrzeżach miasta. Jeszcze bardziej przyspieszyłem, nie zwracając uwagi na panujące zasady i niebezpieczeństwo jakie stwarzam. Liczy się dla mnie tylko jedno a mianowicie Zoey.
*Zoe*
Obudziłam się czując ból na twarzy. Leniwie otwierając oczy, rozejrzałam się. Ciemne, opuszczone pomieszczenie. Chyba była tu niegdyś szatnia ze względu na szafki, ławki i łazienkę tuż obok. Wygląd tego miejsca przerażał, ściany pokryte groźbami oraz wyzwiskami. Lustra wiszące nad umywalkami były pozbijane a pozostałe kawałki również zostały zniszczone tak jak ściany. Na ziemi oprócz wylanego betonu nie było nic. Spojrzałam w miejsce z którego rozchodziło się światło.
- Co ja tutaj robię? - spytałam masując się po karku dostrzegając chłopaka. W momencie przypomniałam sobie wydarzenie ze szkoły.
- Gdzie ty do cholery mnie zabrałeś? - wrzasnęłam zdenerwowana.
- Spokojnie kochanie. Po co się denerwować? - zaśmiał się przecząco kręcąc głową.
- Jesteś chory psychicznie! - wplątałam dłonie we włosy pociągając kolana pod brodę i urywając w nich twarz. Usłyszałam kroki Ryana. Usiadł obok mnie obejmując mnie ramieniem. Chciałam zrzucić jego rękę, lecz nie mogę pogorszyć swojej i tak okropnej sytuacji. Moje oczy wypełniły się łzami, które po chwili spływały po moich obolałych policzkach. Zaczęłam kołysać się w przód i w tył jednakże nic nie mogło mi pomóc.
- Nic ci jeszcze nie zrobiłem. - mruknął całując moje ramię przez co odskoczyłam. - Chodź tu suko! - wrzasnął ciągnąc mnie za włosy w swoją stronę stwarzając mi ogromny ból . - Stwierdziłem, że lepiej to zrobić kiedy będziesz świadoma. Kiedy Jason o tym się dowie poczuje się z tym jeszcze gorzej. Nic do ciebie nie mam Zoe ale chęć zemszczenia się na nim jest dużo silniejsza. - sunął nosem po mojej szyi powodując, że zaczęłam łkać.
- Shhh... - szepnął popychając mnie na zimną podłogę i wkładając dłonie pod moją bluzkę wodząc nimi po moim ciele. Zacisnęłam powieki chcąc się bronić jednak nie miałam siły, nie potrafiłam. Kolejny raz tego dnia sparaliżował mnie strach. W mojej głowie zaczęło dudnić od negatywnych emocji. A co jeśli mnie zabije? Nie chcę umierać, nie teraz. Łzy wciąż moczyły moje policzki a chłopak swymi szorstkimi dłońmi zaczął dotykać moich piersi. Muszę coś zrobić, cokolwiek. Położyłam dłonie na klatce piersiowej bruneta gwałtownie go odpychając i kopiąc w krocze. Podniosłam się z ziemi, przerażona podbiegając do drzwi. Zaczęłam mocno ciągnąć za klamkę aż wyjście się otworzyło. Lekko odwróciłam się za siebie widząc, że Ryan powolnie wstaje z podłogi. Przebiegłam przez halę a następnie udałam się do lasu uważając aby się nie przewrócić. Usłyszałam za sobą dźwięk łamanych gałęzi przez kroki bruneta. Przyspieszyłam nie odwracając się za siebie czując się jak w pułapce.Gdzie do cholery jesteś Justin? Potrzebuję cię.
__________________________
Dzień dobry Kochani.
10 rozdział za nami a blog ma 10/11 czytelników, jestem mile zaskoczona! Nie spodziewałam się, że komukolwiek spodoba się to opowiadanie i mój sposób pisania.
Rozdział planowałam na wczoraj ale nie zdążyłam go poprawić.
I jak spodziewaliście się, że to Ryan?
Justin był trochę niemiły dla Des, prawda?
Pod poprzednim postem 5 komentarzy + 1 opinia na twitterze, jest coraz lepiej! :)
nie pozostawiaj rozdziału bez komentarza.
boski!! Mam nadzieje, że Ryan nic jej nie zrobi :)
OdpowiedzUsuńCzekam na nn i weny :*
@___swaggie___
jak zwykle cudo!. mam nadzieje, że Just ją uratuje :c ;D @waggiies
OdpowiedzUsuńNie spodziewałam się że to Ryan, Justin ratuj ją :o @dajmibit
OdpowiedzUsuńmocno pojebany chłopak z tego ryana, oj mocno. mam nadzieję, że justinowi uda się ją uratować <3
OdpowiedzUsuń