sobota, 11 maja 2013

Chapter 11

Biegłam wciąż przed siebie co chwilę się potykając. Wszystko teraz zwróciło się przeciwko mnie. Brunet zaczął mnie doganiać. Odwróciłam lekko głowę patrząc przez ramię jaka jest odległość między mną a Ryanem. Mimo, że trwało to sekundę, straciłam równowagę potykając się o korzenie pobliskiego drzewa i upadłam.
Cholera.
Położyłam dłonie na trawie, próbując jak najszybciej wstać. Poczułam palce boleśnie wbijające się w mój obojczyk. Jęknęłam szarpiąc się. Chłopak odwrócił mnie tak, że leżałam na plecach. Zmrużyłam oczy przez oślepiające mnie promienie słońca.
- Naprawdę myślałaś, że mi uciekniesz? - uśmiechnął się szyderczo sięgając dłonią do kieszeni spodni. Cofnęłam się na rękach do tyłu czując, że Ryan chce zrobić mi coś złego. Zmarszczył brwi a na jego twarz wkradł się niemiły uśmiech. Próbowałam dalej się cofać lecz przerwało mi mocne uderzenie w twarz. Odskoczyłam zaciskając z bólu oczy.
- Nie nauczyłaś się jeszcze, że mi się nie ucieka? - syknął z jadem w głosie wyciągając zza siebie średniej wielkości nóż. Wzdrygnęłam się ze strachem parząc na bruneta. A co jeśli mnie zabije? Mam dopiero 17 lat, całe życie przede mną. Nie chcę zostać zabita przez jakiegoś psychopatę chcącego dobrać się do mnie i zrobić na złość Justinowi. Nie zasłużyłam sobie na to. Rozejrzałam szukając czegoś dzięki czemu mogłabym się uwolnić. Jednakże nie znalazłam nic.
- Nie sądzisz, że powinnaś dostać karę za to co zrobiłaś? - szepnął wprost do mojego ucha a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Przejechał nożem po moim ramieniu powodując u mnie krzyk.
- Zamknij się, suko. - wrzasnął głębiej zagłębiając nóż w moim ciele. Zacisnęłam zęby. Łzy spływały po moich policzkach a dolna warga zaczęła się trząść.
- Z-z-zostaw mnie p-p-proszę. - wymamrotałam mając nadzieję, że brunet przestanie. Ramię niemiłosiernie mnie piekło a krew spływała do dłoni a następnie na trawę. Chłopak nie zareagował i kontynuował krzywdzenie mnie. Pomimo starań z moich ust wydobywały się ciche krzyki za które on karał mnie głębszymi cięciami. Starałam się nie patrzeć na powstałe rany. Ból przechodził przez całe moje ciało, teraz Ryan nie tylko sprawiał mi ból na ramieniu. Stworzył kilka cięć na moich nogach i brzuchu. Zaczęłam się bać co zrobi ze mną potem, a co jeśli szykuje coś jeszcze gorszego? Brunet uśmiechał się delikatnie jakby nie robił mi nic złego. Chciałam umrzeć.
Usłyszałam strzał na co moje serce jeszcze bardziej przyspieszyło, otworzyłam szerzej oczy spoglądając na Ryana, który zwijał się z bólu na trawie, kurczowo trzymając się za brzuch. Zaczęłam się trząść i powolni odwróciłam głowę. Ujrzałam dość dobrze zbudowanego chłopaka ubranego w czarne rurki, białą opinającą się na jego mięśniach koszulkę i czarne supry. Jego mięśnie były napięte a jedna dłoń owinięta była wokół broni mocno ją ściskając. Jego twarz wyrażała gniew a z jego ust wydobywały się niesłyszalne dla mnie słowa. Jego blond włosy w nieładzie opadały na jego czoło - Justin. Wzrok chłopaka napotkał mój po chwili spojrzał na moje rany jego twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona a żyły na szyi stały się jeszcze bardziej widoczne. Szybkim krokiem podszedł do mnie wciąż trzymając pistolet w kierunku Ryana. Pomógł mi wstać. Cicho syknęłam kiedy ręka blondyna otarła się o moje nowo powstałe obrażenia.
- Kochanie przepraszam. - mruknął pocierając moją brudną od zaschniętej krwi dłoń. - Schowaj się za mną, proszę. - szepnął całując mnie w czoło i lekko odpychając do tyłu. Przez mój wcześniejszy upadek najwidoczniej skręciłam kostkę gdyż wykonywanie kroków sprawiało mi trudność. Oparłam się plecami o pobliskie drzewo w duchu modląc się aby Justinowi nie stała się krzywda. Bałam się o niego jak nigdy wcześniej. Ryan jest nieprzewidywalny. Chłopak podszedł bliżej bruneta, który wciąż leżał na ziemi a jego koszulka była poplamiona od krwi.
- Bardzo źle zrobiłeś dotykając moją dziewczynę. - blondyn szyderczo się zaśmiał i nacisnął spust wystrzeliwując pocisk w nogę bruneta. Ryan zacisnął zęby ze złością wpatrując się w Justina.
- Nie sądzę. - chłopak ukazał w uśmiechu rząd białych zębów posyłając blondynowi spojrzenie pełne pogardy.
- Doprawdy? - Justin pokręcił głową i kolejny raz strzelił tym razem w ramię. Mimo bólu, który wciąż mi towarzyszył osunęłam się w dół, zamykając oczy nie chcąc na to patrzeć. Co kilka minut słyszałam strzały i cichnące krzyki Ryana. Poczułam dłoń na moim ramieniu na co drgnęłam. Powolnie otworzyłam oczy a łzy, które do tej pory kryły się pod powiekami, zaczęły spływać po moich policzkach, zamazując obraz. Mrugnęłam kilka razy aby znów widzieć wyraźnie. Rękoma chwyciłam się pnia drzewa i ostrożnie wstałam nie chcąc zrobić sobie większej krzywdy. Uniosłam głowę i ujrzałam miodowo-brązowe oświetlone przez słońce tęczówki Justina., które przepełniał smutek. Chłopak delikatnie mnie przytulił na co lekko odskoczyłam w tył ocierając się plecami o drzewo. Zlustrowałam blondyna patrząc czy nie ma żadnych obrażeń. Wyglądał tak jak wcześniej, wyszedł z tego bez szwanku. Jego szczęka się rozluźniła i objął mnie ramieniem.
- Nie bój się. - szepnął przejeżdżając nosem wzdłuż mojej szyi. - Tak bardzo się martwiłem przepraszam, że tak późno zareagowałem. Powinienem szybciej przyjechać. - wymamrotał mocno mnie przytulając i uspokajająco pocierając moje plecy.
- T-t-to nie twoja wina. - wymamrotałam poprawiając włosy, które opadły mi na twarz. - M-m-możemy już stąd iść? - szepnęłam niezrozumiale patrząc na martwe ciało Ryana leżące w dużej kałuży krwi.
- Chodźmy. - powiedział splatając nasze dłonie ze sobą. Zrobiłam kilka niepewnych kroków ze względu na obolałą kostkę. - Boli cię noga? -nie odpowiedziałam. Jedną rękę umiejscowił na moich plecach a drugą do góry ud i jednym sprawnym ruchem mnie podniósł. Położyłam głowę w zagłębieniu między jego szyją a ramieniem.
- Jestem ciężka. - westchnęłam wdychając zapach wody kolońskiej chłopaka.
- Jesteś naprawdę lekka i nie pozwolę ci iść w tym stanie.
Mocniej wtuliłam się w blondyna. Po kilku minutach staliśmy przy samochodzie. Justin otworzył przede mną drzwi. Próbowałam zręcznie wsiąść do SUV'a, lecz nie do końca mi się to udało. Blondyn nie poszedł na miejsce kierowcy tylko usiadł z tyłu koło mnie. Posłałam mu pytające spojrzenie gdy sięgnął dłonią za siebie, szukając czegoś. Gdy upłynęło kilka minut wyciągnął zza siebie małą apteczkę.
- Od kiedy masz apteczkę w samochodzie? - uniosłam brwi.
- Kochanie mam ją od dość dawna tylko nigdy jej nie używałem. - uśmiechnął się wyciągając z pudełka wszystkie potrzebne artykuły by oczyścić moje rany.
- Zdejmij koszulkę. - powiedział spokojnie. Zrobiłam to co kazał. Chłopak zlustrował mnie wzrokiem a zadziorny uśmiech wkradł się na jego usta.
- Może trochę boleć. - ostrzegł zaczynając oczyszczać moje rany. Wykrzywiłam usta w grymasie, zaciskając dłonie w pięści. Justin owinął moją rękę bandażem i nawiązał kontakt wzrokowy.
- Coś jeszcze cię boli? - spytał zaniepokojony.
- Prawa kostka. - wymamrotałam. Chłopak uniósł moją nogę przyglądając się. Delikatnie wodził po niej palcami nie chcąc sprawić mi bólu.
- Nie jest złamana ani skręcona ale musiałaś bardzo niefortunnie upaść. - odezwał się wsmarowując w moją kostkę przeciwbólowy żel. - Ubierz tą koszulkę. - podał mi niebieski t-shirt z dekoltem w serek.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
***
Będąc w drodze do domu wpatrywałam się w przestrzeń za oknem. Powinnam być wdzięczna Justinowi za uratowanie mi życia, lecz wciąż nie mogę wyrzucić z głowy momentu gdy zabijał Ryana. A co jeśli policja się o tym wszystkim dowie? Wtedy zamkną blondyna w więzieniu a moje życie znów nie będzie miało sensu.
- Co jest nie tak? - spojrzał na mnie kładąc rękę na moim kolanie.
- Zostałam porwana, prawie zgwałcona, widziałam jak zabijasz człowieka a ty się jeszcze pytasz co jest nie tak?  A co jeśli policja cię znajdzie? - podniosłam głos podirytowana.
- Nie znajdzie, moi ludzie się tym zajmą. Zoe rozumiem kurwa, że przechodzisz ciężkie chwile ale mogłabyś okazać mi choć trochę wdzięczności. Szukałem ciebie i uratowałem ci życie! Gdybym tego nie zrobił on zgwałciłby cię i zabił albo wykorzystywałby się dalej a ty przejmujesz się tym, że się go pozbyłem?! Przestań być do cholery egoistką! Zachowujesz się jak suka!- wrzasnął zaciskając dłonie na kierownicy. Jego twarz przybrała czerwony kolor, oczy wyrażały gniew, szczęka się zacisnęła a żyły na jego szyi znacznie się uwidoczniły.
- Zatrzymaj samochód.

_________________________________
woho się porobiło jak myślicie jak akcja potoczy się dalej? Justin zatrzyma samochód czy może jednak nie? Przepraszam, że przez ponad tydzień nie było rozdziału ale mam też szkołę, naukę sami rozumiecie. Mam nadzieję, że was tym rozdziałem nie rozczarowałam. Czekam na wasze opinie. :)

nie pozostawiaj rozdziału bez komentarza

2 komentarze:

  1. Mnie napewno nie rozczarowałaś tym rozdziałem, ponieważ jest wspaniały!
    Bardzo dobrze, że Justin pozbył się tego Ryana.
    Czekam na kolejny i życzę weny :)
    @___swaggie___

    OdpowiedzUsuń
  2. Nosz w dupe kalosze.. tak bardzo cię przepraszam, ze dopiero teraz komentuję. Przeczytałam twój rozdział tak dawno i dopiero teraz mnie oświeciło, że nic nie napisałam -.-. Ale ze mnie geniusz.

    Błędów nie wyłapałam.

    NO KURWA W DUPE! - tak to była moja reakcja, gdy Ryan postanowił się pokazać -.-. Czy ty go nie możesz zabić? Nikt mi tak na nerwy nie działa. Nożem?! Kobietę?! NOŻEM?! Co za bez mózg, idiota i kaszalot.. -.-
    ZABIŁAŚ GO! YEAAAH!
    Hej, hej.. jaki kryzys? Czemu? Ale ja.. ja chcę happy end! :<

    @dejavuu + skarbie, mogłabyś się odezwać, bo nie pamiętam twojej nazwy, a ostatnio tt się jebie.

    OdpowiedzUsuń