Usiadłam na kanapie obok brata. Włosy odgarnęłam na prawą stronę aby oddzielić nimi mnie od Zacka. Starałam się zrobić wszystko aby tylko nie był w stanie zauważyć, że płakałam. Westchnęłam głośno, spoglądając na telewizor.
- Mógłbyś przełączyć?- jęknęłam zażenowana wciąż mówiąc lekko drżącym głosem.
- Co się dzieje mała? - spojrzał badawczo na mą twarz doszukując się odpowiedzi.
- Nic, spokojnie. - głos coraz bardziej mi się łamał.
'Po co się właściwie odzywałaś, idiotko?'- głos w mojej głowie dał mi znać. Przyciągając nogi do klatki piersiowej, zamknęłam oczy. Powrócił obraz Justina. Perfekcyjne rysy twarzy jak i cała sylwetka. Usłyszałam ten ironiczny śmiech, którym mnie żegnał. Nawet się nie spostrzegłam a łzy spływały po mojej twarzy wraz z makijażem. Poczułam oplatające mnie ramiona wokół talii.
- Cii... już dobrze, księżniczko.- po głosie mogłam poznać, że się martwi.
Nie zna całej historii, wie tyle, że Justin istniał w moim życiu a potem najzwyczajniej odszedł.
Po tym wszystkim zamknęłam się w sobie. Wydarzenie sprzed 6 miesięcy wciąż nie potrafi opuścić mego umysłu. Nie chcąc się użalać wstałam pospiesznie i ruszyłam w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz? - obserwował każdy mój ruch.
- Nie widać?- zachichotałam cicho. - Niedługo wrócę, spokojnie. - spojrzałam na Zacka chcąc go uspokoić i pokazać, że wszystko ze mną okej. Ubrałam beżowe conversy i wyszłam z domu. Nie miałam określonego celu, szłam przed siebie.
Pogoda była przepiękna. Świeciło słońce, a na niebie nie było ani jednej chmury. Drzewa zachwycały swą intensywniejszą niż zwykle zielenią. Jednakże to nie ma teraz większego znaczenia. Z moim problemem wszystko jest dla mnie czarno-białe. Po kilku minutach dotarłam do parku. Spostrzegłam ławkę na której po chwili usiadłam.
'- To koniec.- spojrzał na mnie rozbawiony. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. W oczach widniała pustka.
- Ale jak to? Przecież... - przetarłam pospiesznie pierwsze łzy rękawem - Justin...
- Zamknij się - warknął - Może i brałaś mnie na poważnie ale ja ciebie nie. To koniec, rozumiesz? Nie obchodzi mnie czy cię to boli. Nic ci nie obiecałem. Nigdy nie byliśmy parą, równie dobrze mógłbym zniknąć bez słowa. - uśmiechnął się szyderczo.
- Ale dlaczego? - starałam się być silna i zacisnęłam pięści.
- Było wtykać nos w nie swoje sprawy? - prychnął, patrząc na mnie wzrokiem, który mógłby zabijać - Wiesz co robię, i tym pogrążyłaś siebie, suko. Powinienem cię zabić, lepiej się ciesz, że tylko tak postępuję. Powiedz o tym komukolwiek a stanie ci się krzywda, zrozumiano?
- T.. tak - nie chciałam pokazać, że się boję jednak jego postawa wobec mnie, nie pozwoliła mi na to.
Już nic więcej nie powiedział, odwrócił się i odszedł. Moje serce rozpadło się na milion kawałeczków, zwyczajnie mnie zostawił, na zawsze.'
Wzdrygnęłam się na wspomnienie o owym wydarzeniu. Nie chcę, nie mogę więcej cierpieć. Przez niego posypało się całe moje życie. Nie tylko on jest na tej planecie, problem w tym, że on był całym moim światem. Podniosłam się i ruszyłam przed siebie, biegłam. Nie spoglądałam na drogę, marzyłam wręcz o tym by coś mi się stało. Brązowe włosy opadały mi na twarz zamazując obraz. Dotarłam pod dom z którego było słychać muzykę. Odgarnęłam włosy, przejrzałam się w telefonie i podeszłam do drzwi. Zapukałam. Otworzył mi blondyn, dość dobrze zbudowany. Ubrany w niebieskie rurki i szary t-shirt z dekoltem w serek.
- Wchodź maleńka - zlustrował mnie wzrokiem oblizując usta.
Uśmiechnęłam się lekko, wymijając chłopaka. W domu było dużo ludzi, alkoholu i innych używek. Budynek sam w sobie był ładny, przestronny. Salon w kolorze beżu, ogromny telewizor na ścianie i meble po bokach ze względu na panującą imprezę. Zauważając barek, udałam się do niego.
- Czego byś się napiła? - oddech jakiegoś chłopaka otulił moją szyję. Znajdował się blisko, za blisko. Usta prawie że dotykały mojego ucha.
- Czystą, poproszę. - odwróciłam głowę. Dzieliły nas milimetry. Przyjrzałam się chłopakowi na ile tylko byłam w stanie. Blondyn, dość wysoki. W głębi jego oczu można było się zatopić.
- Christian. - podał mi dłoń lekko się odsuwając.
- Zoe. - uścisnęłam jego rękę, odwracając się w stronę barku.
Po chwili otrzymałam alkohol. Wypiłam wszystko za jednym razem, na co chłopak się zaśmiał.
- No co?
- Nic nic, piękna. - zarumieniłam się i spuściłam głowę.
Wypiłam jeszcze kilka kieliszków i zaczęło kręcić mi się w głowie. Mam słabą głowę do alkoholu. Po małej ilości a do tego szybko wypitej tracę rozum. Opadłam na kanapę, chcąc odpocząć. Obserwowałam tańczących ludzi, całujących się po kątach i wręcz rozgrywających grę wstępną mimo tego, że znajdują się w towarzystwie. Potrząsnęłam głową. Chwiejnym krokiem weszłam na górę po schodach. Szłam korytarzem, śmiejąc się sama do siebie.
Poczułam dłoń na moim ramieniu. Zachichotałam. Przede mną stanął mojego wzrostu może ciut wyższy brunet o pięknych zielonych oczach.
- Zgubiłaś się? - odezwał się czarującym głosem.
- Nie. Poszłam się przejść. - uśmiechnęłam się słodko.
- To może - spojrzał w moje oczy - przejdziemy się razem? - zaproponował.
- No w sumie, czemu nie.
- Ryan. - uśmiechnął się.
- Zoe.
Szliśmy przez dłuższy czas w ciszy.
- Może wejdziemy? - otworzył przede mną drzwi od pewnego pokoju. - Będzie tam trochę ciszej i będziemy mogli pogadać.
- No okej. - uśmiechnął się szarmancko, przepuszczając mnie w drzwiach.
Podeszłam do biurka, oparłam się stojąc do chłopaka tyłem. Poczułam dłonie na moich biodrach. Otrząsnęłam się i zaczęłam znów trzeźwo myśleć. Odwróciłam się do niego przodem chcąc zrzucić jego ręce z mojego ciała. Jednakże on tylko wzmocnił uścisk. Jęknęłam z bólu. Nie zwracając uwagi na moją reakcję zaczął całować mnie po szyi.
- Zostaw mnie - syknęłam, próbując go odepchnąć.
- Zabawimy się tylko, spokojnie. - zaśmiał się, wciąż mnie całując.
Włożył ręce pod moją koszulkę chcąc ją ściągnąć. Zaczęłam się bać, próbowałam się wyrwać. Jego dotyk był obrzydliwy.
- Powiedziałam, żebyś mnie zostawił, palancie. - warknęłam kryjąc strach.
- Zamknij się, dziwko. - uderzył mnie w twarz i rzucił na łóżko.
- Nie.. - łzy zaczęły lecieć po mej twarzy.
- Zostaw mnie. - krzyknęłam - Proszę. - szepnęłam tracąc jakąkolwiek nadzieję na wydostanie się z tego pokoju.
- Radziłbym być ci cicho, szmato. - jeździł dłońmi po moim ciele, wzdrygnęłam się, zaczęłam krzyczeć i jeszcze bardziej płakać.
Drzwi od pokoju otworzyły się z hukiem.
- Zostaw ją. - powiedział jakiś chłopak, który wszedł do pomieszczenia. Nie byłam w stanie zauważyć rys jego twarzy, było zbyt ciemno.
- Słyszałeś, kurwa? - wrzasnął. Rzucił się na chłopaka. Podkuliłam nogi patrząc jak chłopak kopie po brzuchu Ryana, który był już cały we krwi. Kiedy skończył podszedł do mnie.
- Wszystko dobrze? - spytał.
- Ta..tak - spojrzałam na mojego wybawcę i zamarłam.
- Masz - zdjął swoją koszulkę i podał mi gdyż moja nie była w najlepszym stanie.
Wziął mnie na ręce i wyszedł z pokoju, następnie z domu. Weszliśmy do samochodu.
Odpalił silnik i ruszyliśmy.
- Witaj Zoe, jak zwykle musisz pakować się w kłopoty?
_______________________________________________________
Jest pierwszy.
Przepraszam, że taki nudny i w ogóle.
Rozdziały postaram się dodawać co 2 dni (:
Informuję na twitterze i ewentualnie na gg.
TT:
@AyeItsKidrrauhl
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz