- Witaj Justin. - z trudnością wypowiedziałam jego imię. Przyjrzałam się bliżej chłopakowi. Czarne spodnie i skórzana kurtka, ciemnofioletowa koszulka i supry. Spojrzałam na jego twarz. Skupiony na drodze zaciskał szczękę. Dlaczego? Dlaczego on znowu pojawił się w moim życiu? Kiedy chciałam sobie wszystko na nowo ułożyć, zjawił się Justin. Uratował mnie, nie chcę myśleć co by się stało gdyby nie wszedł do tego pokoju. Jestem wdzięczna za to ale wciąż go nienawidzę. Czy ta pomoc może wynagrodzić mi 6 miesięcy ciągłej rozpaczy?
- Co się tak patrzysz? - odwrócił głowę w moją stronę, patrząc prosto w moje oczy.
Zupełnie zapomniałam, że cały czas się w niego wpatruję.
- Nie wiem - powiedziałam niepewnie, spuszczając głowę. Nie mogę znieść tego spojrzenia które sprawia, że zapominam o wszystkim co mi zrobił. Poprawiłam się na siedzeniu i przypadkowo uderzyłam w schowek, który się otworzył. Westchnęłam na widok znajdującej się tam broni. Od kiedy wiem czym naprawdę zajmuje się Justin, chyba już nic mnie nie zaskoczy.
- Pozwoliłem ci to otworzyć? - syknął wściekły
- Nie ale również nie zabroniłeś. - powiedziałam zdenerwowana.
- Zamknij się, suko - wrzasnął
- Znowu nazwałeś mnie suką? Pierdolony kretyn. - podniosłam głos a uśmiech znikł z mojej twarzy.
- Do cholery nie prowokuj mnie. - znowu wrzasnął na co podskoczyłam. Chwycił mój nadgarstek i zjechał na pobocze. Zaciskał dłoń na kierownicy aż pobielały mu kłykcie.
- Zoe zrozum - oblizał usta - nie możesz mnie prowokować, bo może to się dla ciebie źle skończyć. - puścił moją rękę wciąż mówiąc podniesionym głosem.
- Och serio? A co mi zrobisz? Zabijesz? - patrzyłam przed siebie nie chcąc pokazać, że ta sytuacja wywołuje u mnie jakikolwiek strach.
'Nie możesz się go bać' - głos w mojej głowie dał mi znać.
- Nie, nie wiem. - powiedział spokojniej. Czułam jego wzrok na sobie. Poprawiłam włosy zakrywając nimi twarz.
Zadzwonił mój telefon.
- Słucham?
- Gdzie jesteś? Miałaś niedługo wrócić! - Zack
- Daj mi spokój, jak będę chciała to wrócę. - rozłączyłam się podirytowana.
Zupełnie zapomniałam o tym, że miałam wyjść tylko na chwilę. Od mojego wyjścia minęło sporo czasu.
Kocham Zacka ale jest strasznie nadopiekuńczy. Nie mam w końcu 10 lat. Nie może mnie ciągle kontrolować. Jego zachowanie to z jednej strony moja wina. Kiedy Justin odszedł, zamknęłam się w sobie, nie wychodziłam z pokoju, byłam wrakiem człowieka. Wstawałam, szłam do szkoły, zamykałam się w pokoju tak wyglądał mój dzień. Zmieniły się moje stosunki z rodziną, oddaliłam się od nich. Teraz zaczynało wszystko wracać do normy. Rozmawiałam z najbliższymi, zaczęłam znowu spotykać się z Destiny, moją przyjaciółką. A teraz jedno wydarzenie sprawiło, że wszystko we mnie pękło. Cała nienawiść do chłopaka zniknęła kiedy tylko się pojawił. Podniosłam głowę i dopiero przyjrzałam się miejscu w którym się zatrzymaliśmy. Tuż obok zaczynał się gęsty las. Nic specjalnego. Kątem oka spojrzałam na siedzącego obok chłopaka. Odpalał papierosa. Skupiony patrzył w dal.
- Tęskniłaś? - uśmiechnął się
- Nie. - odpowiedziałam szybko, nie uwierzył.
Jego melodyjny śmiech wypełnił samochód. Uśmiechnęłam się lekko zażenowana. Odwrócił się w moją stronę. Nasze spojrzenia się spotkały. Zlustrował mnie wzrokiem przybliżając się. Jego oddech otulał moją twarz. W jednym momencie zapomniałam o wszystkich wyrządzonych przez niego krzywdach. Dzieliło nas kilka centymetrów. Dłońmi oplatał mnie w pasie. Jego wargi dotknęły moich. Nasze języki toczyły między sobą walkę. Ręce wplątałam w włosy Justina. Chciałam go jeszcze bardziej do siebie zbliżyć. Brakowało mi tego przez 6 miesięcy. Jęknęłam. Popchnęłam go lekko sprawiając, że znalazł się na swoim miejscu. Usiadłam na nim okrakiem nie przerywając pocałunku. Justin objął mnie mocniej uśmiechając się. Oderwawszy się ode mnie przejechał nosem po mojej szyi zaczynając ją całować. Odchyliłam nieco głowę dając mu do niej lepszy dostęp. Powrócił do moich ust. Westchnął czując moje dłonie dotykające jego umięśnionego torsu pod koszulką. Odepchnąwszy mnie lekko wróciłam na moje dawne miejsce. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze.
- Też tęskniłem. - uśmiechnął się oblizując usta i wrócił na miejsce kierowcy.
nie podoba mi się w ogóle ale nie mi to oceniać :)
czytasz = komentujesz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz