czwartek, 4 kwietnia 2013

Chapter 3

Co ja przed chwilą usłyszałam a co ważniejsze co się przed chwilą stało? Potrząsnęłam głową. Jestem naiwna. Nigdy nie powinno dojść do tej sytuacji. Dopiero niedawno znowu zobaczyłam Justina a już się całowaliśmy. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, bo podobało cholernie. I to jest błąd. Westchnęłam i spojrzałam na telefon. 3:00 czyli nie ma mnie w domu 5 godzin a do tego jest noc. Zack mnie zabije. O rodziców nie muszę się martwić są w delegacji jak zawsze. Nigdy ich nie ma. Jest to dobre ale do czasu. Później zaczynasz tęsknić za chwilami spędzonymi razem, czujesz pustkę, która stopniowo wypełnia twoje serce. Niestety nie zmienię tego choćbym chciała.
- Mieszkasz wciąż w tym samym miejscu? - powiedział Justin jednocześnie wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak.
- Justin mogę cię o coś spytać? - poprawiłam włosy nerwowo spoglądając na chłopaka.
- Jasne, pytaj. - odpowiedział jakby to było oczywiste.
- Właściwie - chwyciłam się dłonią karku - dlaczego mnie zostawiłeś?
- Musiałem. Zoe nie miałem i nie mam innego wyboru. Nie mogę z tobą być. Nie ze względu na mnie tylko na ciebie. - powiedział spokojnie patrząc na jezdnię.
- A co ja takiego zrobiłam? - syknęłam
- Nic skarbie. - uśmiechnął się na chwile spuszczając wzrok z drogi - Nawet nie wiesz na jakie niebezpieczeństwo narażasz się siedząc w tym samochodzie.
Jak on mnie nazwał? Ugh jęknęłam zażenowana. Jeśli on sądzi, że zależy mi na moim bezpieczeństwie to się myli. Zaczęłam kręcić się nerwowo na siedzeniu z nadmiaru emocji, które się we mnie nagromadziły.
- Masz ADHD czy co? - kolejny raz tej nocy jego śmiech wypełnił samochód
- Myślę, że nie. - odpowiedziałam bez żadnych emocji
- O co chodzi? - zdjął jedną dłoń z kierownicy i ścisnął moją
Pod wpływem jego dotyku zadrżałam. Zamknęłam na dłuższą chwilę oczy by się uspokoić. Mimo późnej godziny ani razu nie pomyślałam o śnie to obecność blondyna tak na mnie działa.
- Naprawdę nie rozumiesz, że mam gdzieś moje bezpieczeństwo? - warknęłam zaciskając zęby
- Ale ja nie mam go gdzieś. - powiedział półgłosem.
Zamarłam. Ostatnio mówił, że go nie obchodzę.
- Kłamiesz teraz czy kłamałeś wtedy? - spojrzałam w dół i zaczęłam bawić się palcami
- Do cholery - podniósł głos lecz widząc moją reakcję stonował go - zrobiłem co musiałem. Dla mnie też to nie było miłe. Nie byłaś jedyną poszkodowaną osobą. Kłamałem. Pomyślałem, że kiedy tak się zachowam łatwiej zapomnisz o mnie.
Jego głos, uczucia jakie przekazał mówiąc to. Odchyliłam głowę do tyłu chcąc to przemyśleć. A jeśli to było
kłamstwem? Nie, nie mogę tak myśleć. Justin nie okłamałby mnie teraz. Mam nadzieję. Jestem naiwna i podporządkował mnie pod siebie nieumyślnie. Przygryzłam wargę ponownie zlustrowałam chłopaka wzrokiem. Nic się nie zmienił no może z wyjątkiem trochę bardziej zarysowanych mięśni.
- Już jesteśmy. - wyczułam w jego głosie nutkę rozczarowania. Nie wierząc w słowa chłopaka wyjrzałam przez szybę. Faktycznie staliśmy przy moim domu. W salonie paliło się blade światło, niestety. Justin wyszedł  z samochodu, po chwili uczyniłam to samo.
- Dziękuję, że mnie wtedy uratowałeś przed Ryanem - powiedziałam z obrzydzeniem - i za podwiezienie - zachichotałam cicho. Odwróciłam się chcąc odejść. Poczułam dłoń na moim nadgarstku, odwróciłam się pytająco spoglądając na blondyna. Uśmiechnął się szeroko przyciągając mnie do siebie. Ręce oparłam na jego klatce piersiowej patrząc w jego oczy. Nachylił się ku mnie i namiętnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek z równą siłą. Lekko odpychając chłopaka przytuliłam się do niego. Objął mnie a po moim policzku spłynęła łza. Justin spojrzał na mnie marszcząc brwi i przyciągając mnie jeszcze bliżej.
- Nie płacz piękna. - szepnął w moje włosy - proszę - dodał całując mnie w czoło.
Westchnęłam patrząc w kierunku mego domu.
- Pa Justin - wspięłam się na palcach i ostatni raz cmoknęłam jego usta.
- No idź, idź. - popchnął mnie lekko w stronę budynku - powodzenia z Zackiem - powiedział ze skwaszoną miną.
Nigdy nie darzyli się sympatią. Co było na moją niekorzyść. Będąc już pod drzwiami ostatni raz odwróciłam się widząc jak chłopak odjeżdża. Weszłam do domu. Zdjęłam buty i kurtkę. Przeszłam do salonu.
- No i gdzie byłaś? - usłyszałam podniesiony głos brata zza pleców.
Odwróciłam się na pięcie. - Na imprezie. - odparłam pewnie - a i poprzedzając twoje pytanie trafiłam tam przypadkiem i postanowiłam zostać.
- No i z kim?! - wrzasnął. Cholera musiał widzieć zdarzenie sprzed domu.
- Nie wiem nie znałam ludzi z imprezy.
- Och czyżby? A przywiózł cię duch święty?
- Justin wyciągnął mnie z opresji - 'jeśli mogę tak nazwać próbę gwałtu' - dodałam w myślach - i po prostu mnie odwiózł.
- Zapomniałaś co ci zrobił? Dopiero co go znowu spotkałaś i już się całowaliście. Nie zachowuj się jak dziwka. - powiedział zdenerwowany.
- Nie twoja sprawa. Nie jesteś moim ojcem. To są moje sprawy prywatne nie masz prawa się wtrącać. Nie znasz Justina! - wrzasnęłam czując jak moje oczy napełniają się łzami.
Wbiegłam po schodach na górę zatrzaskując drzwi. Osunęłam się po nich w dół, opierając głowę na kolanach.
Nazwał mnie dziwką.
______________________________________________
Jak się podoba?
Justin może być również miły prawda? haha
A teraz tak miałam dość spore kłopoty z blogiem.
Znikły mi wszystkie posty, komentarze, wyświetlenia na
blogu. Nie mam pojęcia czemu, coś stało się z blogspotem.
Dodałam dzisiaj wszystko jeszcze raz, dobrze, że miałam
zapisane (uff) Rozdział byłby wczoraj ale kłopoty techniczne
wzięły górę.
A i jeśli ktoś chce być informowany niech napisze to w
komentarzu i doda gg bądź nick z tt.
Już was nie zamęczam.
Bye <3
@AyeItsKidrrauhl
czytasz = komentujesz

2 komentarze:

  1. rozdział świetny. jedynym minusem jest to, że tak przyjmenie się czyta i nagle bam! koniec rozdziału. @dajmibit

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie, tak delikatnie piszesz *.* Szkoda mi ich obu, ale może Justin kłamał... Kiedyś się okaże, czekam na kolejny xx @justsejswaggie

    OdpowiedzUsuń