- Hej Zoe! - krzyknęła radośnie Des i jestem pewna, że się uśmiechnęła. - Chodźmy może do naszej ulubionej kawiarni, mam ogromną ochotę...
- Na mrożoną kawę - dokończyłam za nią, głośno się śmiejąc.
- Ugh. - jęknęła udając zażenowaną - Skąd wiedziałaś? - dodała próbując zmienić ton głosu na oskarżycielski powodując u mnie kolejny napad śmiechu. Brzmiała przekomicznie.
- Des, zawsze zamawiasz to samo, jak mogłabym nie wiedzieć? - wywróciłam oczami.
- Przyjadę po ciebie o 7 p.m. - powiedziała szybko rozłączając się.
Uśmiechając się sama do siebie ponownie opadłam na łóżko. Spojrzałam na zegarek który wskazywał 6:30 p.m. Dała mi pół godziny na przygotowanie? Pospiesznie wstałam potykając się o książki leżące na podłodze. ' Muszę tu posprzątać.' pomyślałam otwierając szafę. Chwyciwszy czarne spodnie i turkusową bluzkę, weszłam do łazienki. Przebrałam się. Przeczesałam palcami włosy pozostawiając je pofalowane gdyż nie zdążę ich wyprostować. Czarnym tuszem pomalowałam rzęsy a wciąż posiniaczony policzek przypudrowałam. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i wychodząc z pokoju zbiegłam na dół kolejny raz się potykając przez co musiałam złapać się poręczy.
Zoe, jesteś niezdarą.
Usiadłam na kanapie obok Zacka, który wpatrywał się w telewizor.
- Gdzie idziesz? - odezwał się gdy zakładałam buty wciąż nie odrywając wzroku od programu o wyścigach. 'To mnie prześladuje. ugh.' - jęknęłam w duchu.
- Z Destiny do kawiarni. - oznajmiłam wstając.
- Okej. - mruknął jedząc chipsy. Słysząc dźwięk klaksonu wyszłam na zewnątrz udając się do czarnego BMW, którego zazdrościł jej niejeden facet. Brunetka pochodzi z bogatej rodziny ale nigdy się nie wywyższała jest po prostu miła dla wszystkich, za co ją podziwiam. Oparłam się o czarny skórzany fotel spoglądając na przyjaciółkę, która skupiona prowadziła samochód. Oczywiście, mam prawo jazdy ale bardzo rzadko go używam. Posiadam mój własny samochód bardzo podobny do Des tylko w kremowym kolorze. Zazwyczaj jeżdżę z brunetką lub bratem, sama właściwie nie wiem czemu. Chcąc przerwać ciszę sięgnęłam dłonią do radia włączając je.
Never put my love out on the line
Never said yes to the right guy
Never had trouble getting what I want
But when it comes to you I'm never good enough
When I don't care
I can play 'em like a Ken doll
Won't wash my hair
Then make 'em bounce like a basketball
- Moja ulubiona piosenka! - krzyknęła radośnie klaszcząc w dłonie i zaczynając śpiewać gdy zatrzymałyśmy się na czerwonym świetle. Dołączyłam do niej wygłupiając się powodując u brunetki napad śmiechu. Kiedy usłyszałam klakson spojrzałam na przyjaciółkę i odwróciłyśmy się. Spostrzegłyśmy młodego blondyna ok.25 lat, który wymawiał niesłyszalne dla nas słowa było zauważając, że jest podenerwowany.
- Ups. - powiedziała Destiny patrząc na sygnalizację świetlną na której widniało już zielone światło.
-Przepraszam. - oznajmiła niesłyszalnie patrząc na chłopaka uśmiechając się czarująco, blondyn odwzajemnił uśmiech. Dziewczyna spojrzała na mnie chichocząc widocznie zadowolona, że jej urok osobisty zadziałał. Nie czekając dłużej ruszyła. Po chwili zatrzymałyśmy się przy kawiarni. Niedawno pomalowany budynek o pudrowych ścianach, delikatnie żółtym dachu i święcącym napisem Blue Sky wyglądał jak świeżo wyciągnięty z filmu. Zazwyczaj przesiadują tutaj uczniowie gdyż kawiarnia znajduję się tuż przy parku naprzeciw naszej szkoły. Popychając szklane drzwi weszłyśmy do środka rozglądając się za wolnym stolikiem w idealnym dla nas miejscu. Nie było to trudne, w środku było tylko paru ludzi. Zajęłyśmy stolik przy oknie, usiadłyśmy na krzesłach czekając na kelnerkę.
- Co dla was? - podeszła do nas młoda brunetka o imieniu Leight (co można było wywnioskować po wizytówce). Jej lekko kręcone włosy otaczały smukłą ale miłą twarz. Patrzyła na nas pięknymi błękitnymi tęczówkami. Była naprawdę bardzo atrakcyjna.
- Poproszę czekoladowego shake. - uśmiechnęłam się do dziewczyny. Zapisała zamówienie w notesie i spojrzała na Destiny poprawiając niesforne kosmyki włosów które opadały na jej oczy.
- Dla ciebie to co zawsze? - spytała Leight wywołując u mnie cichy chichot.
- Tak. - oznajmiła krótko a na jej usta wkradł się lekki uśmiech.
- Dobrze, zaraz przyniosę wasze zamówienie. - ostatni raz się uśmiechnęła po czym odwróciła się i skierowała w stronę zaplecza.
- Jej ale ona jest atrakcyjna, zazdroszczę jej tego. - mruknęłam patrząc na swoje dłonie.
- Och serio? I kto to mówi. - westchnęła.
- Masz coś na myśli? - zmarszczyłam brwi spoglądając na nią.
- No, bo ty nie widzisz w jaki sposób patrzą na ciebie faceci. Też jesteś atrakcyjna nawet bardziej niż ona, uwierz. - wytłumaczyła wywracając oczami.
- Cokolwiek. - zaśmiałam się nie do końca wierząc w jej słowa. Zauważyłam zbliżającą się kelnerkę z naszymi zamówieniami. Położyła je przed nami życząc miłego dnia. Pijąc napój spojrzałam na telefon który wskazywał 8 p.m. Kończąc odłożyłam kubek na bok. Destiny zrobiła to samo.
- Tego mi brakowało. - powiedziała wstając i zasuwając krzesło. Zrobiłam to samo udając się do lady.
- Ja zapłacę. - oznajmiłam odchodząc. Będąc przy kasie zapłaciłam 6 dolarów a następnie wyszłam z budynku. Podeszłam do Des, która czekała już przy samochodzie. Droga powrotna minęła w ciszy, która nam w żadnym stopniu nie przeszkadzała. Będąc przed moim domem podziękowałam dziewczynie za miły wieczór i wróciłam do domu. Nie wdając się w rozmowę z bratem, weszłam do łazienki gdzie wzięłam długą, odprężająca kąpiel a następnie poszłam spać.
*Justin*
Wychodząc od Zoe wsiadłem do swojego samochodu i ruszyłem. Podirytowany przyłożyłem telefon do ucha wcześniej wybierając numer Josha.
- Co Bieber? - usłyszałem niski, zachrypnięty głos.
- Gdzie mam przyjechać? - warknąłem zaciskając zęby. Ten facet działa mi na nerwy.
- Tam gdzie pojawiałeś się przed swoim wyjazdem. - rozłączyłem się. Idiota nie mógł od razu powiedzieć mi w jakim miejscu się stawić? Zmierzwiłem dłonią włosy ciągnąc za ich końce. Przyspieszyłem, nigdy nie lubiłem się wleć albo może to przez to co robię? Całkiem możliwe. Wymijałem samochody, które stawały mi na drodze choć wcale nie musiałem się spieszyć. Będąc na miejscu wysiadłem z pojazdu podchodząc do Josha.
- Dobra stary to będzie łatwy dla ciebie wyścig. Znasz trasę bardzo dobrze no chyba, że od wyjazdu nabawiłeś się sklerozy. - zaszydził.
- Zamknij się, kurwa. - splunąłem. - I do cholery przestań wypominać mi mój wyjazd. - położyłem dłoń na karku groźnie patrząc na bruneta. - To nie jest twój interes.
- Uspokój się, Bieber. Idź już lepiej na linię startu i wygraj ten wyścig. - zaśmiał się popychając mnie w stronę samochodu. Nienawidzę go i z chęcią bym go zabił ale nie mogę nabawić się jeszcze większej ilości kłopotów. Nie czekając dłużej wsiadłem do pojazdu udając się na linię startu. Masując skronie starałem przypomnieć sobie wygląd trasy. Wielokrotnie na nieznanych mi terenach improwizowałem lecz teraz zwyczajnie nie mam na to ochoty. Pamiętając już wszystko zacisnąłem dłonie na kierownicy patrząc na szatynkę, która uniosła flagę w górę a następnie w dół sygnalizując początek wyścigu. Na moją twarz wkradł się łobuzerski uśmiech, wystartowałem nabierając zawrotniej prędkości zostawiając innych w tyle. Mocniej zacisnąłem pięści na kierownicy czując nagły napływ adrenaliny. Wykonałem kilka gwałtownych zakrętów starając w pełni panować nad wozem. Zbliżając się do mety, przyspieszyłem jeszcze bardziej szeroko się do siebie uśmiechając. Zatrzymałem samochód. Zaśmiałem się widząc, że żaden z zawodników się nie zbliża. Kiepska konkurencja, naprawdę ten idiota nie mógł wybrać czegoś lepszego? Z nimi mógłbym ścigać się nawet z zamkniętymi oczami a i tak bym wygrał. Prychnąłem poprawiając idealnie zaczesane do góry włosy. Wysiadłem z samochodu patrząc na zadowolonego Josha.
Tak to robi, Justin Bieber.
____________________________________
Dzień dobry :) Kawałek pisany z perspektywy Justina mam nadzieję, że jakoś to wyszło.
Rozdział miał pojawić się wczoraj ale no cóż nie wyrobiłam się.
ważna wiadomość:
A teraz chciałabym poruszyć jeden temat i o coś was poprosić. Chodzi mi kochani o komentarze. Chciałabym was prosić o to aby pod tym postem KAŻDY kto przeczyta zostawił po sobie ślad. Chciałabym wiedzieć ile osób czyta to opowiadanie, bo przecież nie każdy kogo informuję praktycznie musi to robić. Nie musicie się rozpisywać wystarczy, że zostawicie najmniejszy ślad. Nie piszę dla komentarzy ale naprawdę chciałabym znać waszą opinię, bo nie piszę tylko dla siebie ale i dla was. Chciałabym wiedzieć co robię źle, co poprawić ale mało kto mi w tym pomaga. Co rozdział jest coraz mniej jakichkolwiek komentarzy, mam rozumieć przez to, że jestem coraz gorsza? Komentarze jest to również rzecz bardzo motywująca i jest mi bardzo miło kiedy ktoś docenia moje starania. Jeśli coś wam się nie podoba, śmiało piszcie jestem gotowa na krytykę.Kochani mam nadzieję, że mnie zrozumieliście i będziecie poświęcać tą minutkę po przeczytaniu na wyrażenie swojej opinii, dla mnie to bardzo dużo, dziękuję.
@AyeItsKidrrauhl
czytam, świetne, pisz dalej :) dużo osób na pewno czyta ale nie chce im się komentować. <3
OdpowiedzUsuńfajny rozdział, podpisuję się pod tym wyżej. :))) @dajmibit
OdpowiedzUsuńczytam <3
OdpowiedzUsuńświetne , czytaam <3
OdpowiedzUsuń