wtorek, 30 kwietnia 2013

Chapter 9

Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju przez okno. Przetarłam dłońmi oczy chcąc podnieść się do pozycji siedzącej jednakże silne ramiona chłopaka obejmujące mnie w tali, uniemożliwiły mi to. Powili odwróciłam się do niego gdyż przestrzeń, którą miałam do zagospodarowania była mała. Nie mam nic przeciwko obecności Justina wręcz przeciwnie uwielbiam to. Będąc już naprzeciw blondyna spostrzegłam, że jego włosy były w większym nieładzie niż zwykle a połowę twarzy miał ukrytą w poduszce. Oddychał równomiernie co oznaczało, że wciąż jest znużony głębokim snem. Wyglądał tak spokojnie, jak anioł. Pogładziłam kciukiem jego policzek a następnie spojrzałam na zegar. Zauważając, że jest już 7 a.m postanowiłam go obudzić. Nie chciałam potraktować chłopaka zbyt drastycznie jak robiłam to w przypadku mojego brata. Zaczęłam składać delikatne pocałunki wzdłuż jego szczęki czując jak się uśmiecha. Uniosłam głowę patrząc jak zaspany otwiera oczy ukazując brązowe tęczówki.
- Dzień dobry. - wymamrotał.
- Dzień dobry. - powiedziałam wesoło i musnęłam jego usta. Wstałam z łóżka i podeszłam do dużej ciemnobrązowej szafy. Wyjęłam z niej granatowe rurki i luźną bluzkę w paski.
- No już wstawaj! - zawołałam wesoło. - Bo spóźnimy się do szkoły.- dodałam z niesmakiem, wykrzywiając usta w grymasie.
- Nie chce mi się tam iść. - westchnął wstając.
- Wiem. Chodź. - wskazując ruchem ręki aby za mną szedł, wyszłam z pokoju. Skierowałam się do łazienki. Nacisnęłam klamkę i popchnęłam drzwi.
- No to ja pójdę do mojej łazienki a ty tutaj abyśmy zaoszczędzili czas. Tutaj masz ręcznik i wszystko co ci potrzebne. - weszłam do środka pokazując Justinowi poszczególne rzeczy.
- Rozumiem. - oznajmił podchodząc do umywalki mierzwiąc włosy.
- To dobrze. - cicho zamknęłam pomieszczenie i ponownie wróciłam do mojego pokoju. Chwyciłam wcześniej wybrane rzeczy i udałam się do łazienki, która znajduje się w moim pokoju. Wzięłam szybki prysznic oraz umyłam włosy ulubionym truskawkowym szamponem. Wiedząc, że nie mam zbyt dużo czasu wyszłam spod strumienia wody i owinęłam ciało puszystym turkusowym ręcznikiem. Włożyłam bieliznę odkładając ręcznik na pralkę. Przez moje ciało przeszedł niemiły dreszcz gdy mokre włosy opadły na gołe plecy. Pospiesznie je wysuszyłam a następnie ubrałam się. Nałożyłam na rzęsy mascarę przyglądając się wciąż istniejącemu na moim policzku siniakowi. Znajduje się na kości policzkowej blisko oka. Jest już mało widoczny, lecz wciąż można zauważyć jego żółtawą barwę. Przysunęłam do tego miejsca dwa palce delikatnie dotykając obrażenie. Wciąż czułam ból jednakże on był niczym w stosunku do tego jak zaczęłam czuć się psychicznie po agresywnym zachowaniu mojego brata. Zamknęłam oczy gdy zdałam sobie sprawę, że zaraz zacznę płakać. Uspokoiłam się wmawiając sobie, że to nic takiego. Powolnie otworzyłam oczy a kilka pojedynczych łez spłynęło po moich policzkach. Otarłam je i przypudrowałam twarz. Chwytając w dłoń szczotkę, przeczesałam kilkakrotnie moje gęste, brązowe włosy. Wyszłam z pokoju, będąc na dole udałam się do kuchni. Usiadłam przy prostokątnym stole na drewnianym krześle przyglądając się Justinowi przygotowującemu naleśniki. Ubrał się w niebieski t-shirt ,czarne rurki i supry pod kolor koszulki.
- Wiesz, że nie musisz tego robić? - spytałam zaczynając bawić się palcami.
- Wiem. - na jego twarz wkradł się szeroki uśmiech gdy postawił przede mną talerz. - Smacznego. - dodał siadając naprzeciw mojej osoby.
- Nawzajem. - odparłam polewając naleśniki syropem klonowym i zaczynając jeść.
- Smakuje ci? - uniósł pytająco brwi nawiązując kontakt wzrokowy.
- Pyszne. - odparłam nie zważając na to, że mówię z pełną buzią.
- Dziękuję. - powiedziałam kończąc posiłek i wkładając nasze talerze to zmywarki. W pomieszczeniu zaczął rozbrzmiewać dźwięk mojego telefonu. Westchnęłam widząc zdjęcie Destiny.
- No cześć. - przywitałam się, odbierając.
- Hej Zoe! Przyjechać po ciebie?
- Nie. - odparłam szybko.
- Jedziesz sama? - Naprawdę teraz musi być taka dociekliwa?
- Powiedzmy. - nie miałam pojęcia co jej odpowiedzieć. Nie wie jeszcze o Justinie a przecież nie mogę jej tego teraz oznajmić.
- Czyżby ktoś inny cię podwoził? - zaśmiała się.
- Des pogadamy później. - mruknęłam rozłączając się.
- To co jedziemy? - spytałam zakładając trampki w korytarzu.
- Tak. - odpowiedział zasuwając krzesło. Wyszliśmy z domu, kierując się do sportowego samochodu chłopaka. Otworzył przede mną drzwi od strony pasażera a następnie obszedł wóz dookoła i usiadł na miejscu kierowcy. Blondyn ruszając umiejscowił swoją prawą rękę na moim kolanie. Położyłam swoją dłoń na jego i splotłam nasze palce. Co mam powiedzieć Des? Przecież nie mogę powiedzieć jej czegoś w stylu 'Spotkaliśmy się przypadkiem i znów jesteśmy razem.' To żałosne i ona w to nie uwierzy. Nie mogę wyznać jej prawdy, bo będzie na mnie zła i nie mam zamiaru wspominać o próbie zgwałcenia mnie. Jestem zmuszona wymyślić jakaś wiarygodną historyjkę gdy tylko ją spotkam. Trudne zadanie, oby tylko nie była wściekła. Będąc zamyślona nie spostrzegłam kiedy Justin zaparkował.
- Żyjesz? - uniósł brew trzymając otwarte drzwi, czekając aż wyjdę.
- Tak, tak przepraszam. - zarumieniłam się wychodząc z pojazdu unikając nawiązania kontaktu wzrokowego z blondynem. Chłopak objął mnie w pasie. Już sam powrót Justina wywołał wielką furorę wśród uczniów a co dopiero gdy dowiedzą się, że znów jesteśmy parą choć nie wiem czy dobrze to nazwałam. Nie jestem pewna czy tak powinnam nazywać nasze relacje. Oficjalnie nie jesteśmy parą, ale tak się zachowujemy. Związek z chłopakiem nigdy nie będzie jak relacje innych zwyczajnych par, powinnam się do tego przyzwyczaić. Wchodząc po schodach spojrzałam na budynek szkoły. Zwykła, wielka placówka pomalowana na beżowo jednak w niektórych miejscach przez łuszczącą się farbę z łatwością można zauważyć czerwoną cegłę. Szkoła na pierwszy rzut oka wygląda na przytulną, pełną miłych osób, lecz to tylko pozory. Góruje w niej chamstwo a uczniowie dzielą się na grupy. Nie obyłoby się bez najpopularniejszej szkolnej paczki złożonej głównie z pustych dziewczyn wyglądających jak dziwki, którymi z resztą są oraz chłopaków z drużyny, którzy myślą, że mogą mieć każdą. Typowa, nie wyróżniająca się niczym szkoła. Weszliśmy do budynku, poczułam na sobie spojrzenia wszystkich ludzi zgromadzonych na korytarzu. Zadzwonił dzwonek co odwróciło uwagę zapatrzonych w nas uczniów. Westchnęłam z ulgą podchodząc do mojej szafki.
- Zobaczymy się później. - szepnął wprost do mojego ucha, musnął moje wargi i uśmiechając się odszedł. Odprowadzałam go wzrokiem aż nie zniknął za rogiem. Chciałabym spędzać z nim każdą wolną chwilę, lecz niestety tak się nie da. Zostając sama na korytarzu otworzyłam błękitną szafkę z której w niektórych miejscach schodziła farba. Chciałam wyciągnąć książki, lecz poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Wzdrygnęłam się.
- Justin.. - zaczęłam odwracając się.
- Cześć kochanie, znowu się spotykamy. - moje serce się zatrzymało by po chwili zacząć histerycznie bić, mój oddech przyspieszył a ręce zaczęły się pocić.

______________________________________
Dzień dobry. 
Chciałam dać z siebie 100% jednak czuję, że mogłam napisać to lepiej, lecz jednak nie wiem co mogłabym zmienić. Ale wiem mogłoby to wyglądać lepiej, dużo lepiej. Otrzymałam wczoraj ogromną motywację od @xdejavuu o której wspomnę za chwilę. Informuję 8 osób a pod rozdziałem są 2 komentarze (w tym jeden złożony z 4 napisany przez wspaniałą wymienioną wcześniej osobę). Tak trudno Wam napisać jeden głupi komentarz co sądzicie o rozdziale i docenić moją pracę? Napisanie rozdziału to nie jest wcale taka łatwa rzecz, muszę poświęcić na to sporo czasu a Wy macie to zwyczajnie gdzieś, przykre. Chyba minuta na napisanie opinii to nie jest dużo, nie oczekuję nie wiadomo czego, oczekuję opinii co Wam się podoba a co nie. No kurde nic trudnego, prawda? Nie chcę robić czegoś typu 5 komentarzy = nowy rozdział ale niedługo będę do tego zmuszona. Może to do Was przemówi. 
Teraz chcę serdecznie podziękować @xdejavuu , która wspaniale skomentowała wszystkie rozdziały i wskazała co mam poprawić. Kochana, jeszcze raz Ci dziękuję i mam nadzieję, że się poprawię a tobie będzie się tutaj coraz bardziej podobać! 
Nie wiem kiedy następny, zobaczę jak będzie z waszymi 'litościwymi' komentarzami. ;)


@myheroinebiebah



poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Chapter 8

*Zoe*

Obudził mnie ból rozprzestrzeniający się od lędźwiowego odcinka kręgosłupa aż do stóp. Pod swoim ciałem poczułam zimno bijące od podłogi co wywołało u mnie niemiły dreszcz. 
- Zack, daj mi spokój, nie chcę iść do szkoły. - powiedziałam cicho w półśnie przytulając się do poduszki, która trafiła na podłogę wraz ze mną. Naprawdę musiał być tak drastyczny i pozbawić mnie możliwości spania na moim wygodnym łóżku? 
- Jesteś pewna? - zaśmiał się podchodząc do drzwi robiąc przy tym ogromny hałas nie podnosząc nóg przy robieniu kroków aby tylko mnie zdenerwować. 
- Mhm. - mruknęłam chowając twarz w poduszkę. 
- W takim razie powiem Jasonowi żeby sobie poszedł. - powiedział z satysfakcją otwierając drzwi. 
Słysząc wypowiedziane przez niego imię szybko podniosłam się do pozycji siedzącej zaczynając zadawać bezsensowne pytania.
- Co? Jason? Gdzie? Kiedy? - skrzywiłam się, bo nie nazwałam go po imieniu. Od razu wstałam co spowodowało lekkie zawroty głowy. Chwyciłam się szafki a drugą dłoń umiejscowiłam na biodrze, wyczekując odpowiedzi.
- Tak, Jason. Tutaj. Teraz. - każde słowo wymawiał powoli. Chyba widać jak bardzo lubi mnie irytować, prawda? 
Spojrzałam za okno widząc, że nie ma jeszcze rana. Patrząc na zegarek zdałam sobie sprawę, że jest dopiero 10 p.m. Uderzyłam się z otwartej dłoni w czoło, przypominając sobie, że kiedy wróciłam do domu praktycznie od razu poszłam spać. 
- Ale po co? - zmarszczyłam brwi przeglądając się w lustrze. Wyglądałam okropnie. Miałam na sobie bieliznę i za dużą koszulkę Zacka, która sięgała mi do połowy ud. Włosy w totalnym nieładzie, lekko pofalowane. Przeczesałam je ręką próbując choć trochę poprawić ich wygląd. Na niewiele to się zdało. 
Dobra, nie wyglądam przecież aż tak źle. 
Wyglądasz. 
Potrząsnęłam głową kończąc monolog, który prowadziłam sama ze sobą w mojej głowie. 
- Mi się pytasz? Czy wyglądam na osobę skorą do rozmowy z NIM? - zaszydził akcentując ostatnie słowo. Wywróciłam oczami. Niemiło na niego spojrzałam nie odpowiadając mu. Wyminęłam bruneta wychodząc z pokoju. Zbiegłam po schodach, rozglądając się we wszystkie strony, szukając wzrokiem Justina.
Niespodziewanie poczułam na moim ciele oddech co spowodowało, że odskoczyłam metr do przodu, na moim ciele pojawiły się dreszcze a serce momentalnie przyspieszyło. Usłyszałam za sobą dobrze mi znany śmiech. Odwróciłam się na pięcie patrząc z zażenowaniem na rozbawionego chłopaka. 
- No i co się śmiejesz? - powiedziałam z oburzeniem, masując skronie. 
- Twoja reakcja... - nie dokończył przez kolejny napad śmiechu. Prychnęłam, odwracając głowę w lewo. 
- Och kochanie, nie denerwuj się. - uśmiechnął się podchodząc bliżej mojej osoby. Objął mnie rękoma w pasie, przyciągając do siebie. Przytulił mnie mocno, ukrywając twarz w moich włosach. 
- Seksownie wyglądasz. - poczułam jego rozgrzane wargi, które lekko otarły się o moje ucho. Kolejny raz przeszedł mnie dreszcz lecz tym razem miły. 
- Przestań, wyglądam okropnie. - szepnęłam zarzucając ręce na jego szyję - A właściwie dlaczego przyszedłeś, mieliśmy spotkać się jutro? - dodałam pytając. 
- Wiem Zoey. - westchnęłam słysząc w jaki sposób mnie nazwał. - Stęskniłem się za tobą. - powiedział cicho składając delikatne pocałunki na mojej szyi. - A co to źle? - dodał. 
- Nie, nie tak tylko pytam. - objęłam go mocniej. Spojrzał na mnie, przybliżając swoją twarz do mojej. Naparł ustami na moje wargi ściskając z tyłu moją koszulkę. Odwzajemniłam pocałunek, pogłębiając go. Justin przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o pozwolenie. Rozwarłam lekko usta, wplatając dłoń w jego włosy. Pieścił językiem moje podniebienie, przysuwając mnie jeszcze bliżej niego, jeśli to w ogóle było możliwe. Jęknęłam cicho czując jak opiera moje ciało o pobliską ścianę korytarza. Owinęłam nogi wokół jego pasa, kładąc dłoń na jego policzku. Uśmiechnął się przez pocałunek lekko ściskając moje pośladki. Przeniósł się na moją szyję, ssąc ją i składając na niej mokre pocałunki. Odchyliłam głowę w bok, dając mu do niej lepszy dostęp. Naparł bardziej na moje ciało, sunąc nosem po mojej szyi a następnie zaczął składać pocałunki a moim odkrytym ramieniu. Ponownie wplotłam palce w jego włosy, ciągnąc za ich końce. Blondyn przeniósł pocałunki na moje obojczyki. Westchnęłam , kładąc dłonie na klatce piersiowej chłopaka delikatnie go odpychając. Zaczęłam składać pocałunki wzdłuż jego szczęki na co jęknął mocniej ściskając moje pośladki. Przeniosłam pocałunki na jego szyję, składając na niej czułe pocałunki a następnie lekko ssąc jego skórę. 
- Cholera Zoey.  - mruknął, odchylając głowę w bok, bardziej mnie do siebie przyciągając. 
- Yhm. - usłyszałam głośne westchnienie. Niechętnie oderwałam się od Justina, patrząc w tamtą stronę. 
Brawo Zoe, zapomniałaś o istnieniu brata. 
Blondyn postawił mnie delikatnie na ziemi, patrząc na Zacka. Poczułam jak moje policzki zaczynają mnie piec. Zarumieniłam się. Spuściłam głowę w dół, zakrywając twarz włosami. Justin zaśmiał się cicho kładąc rękę na mojej tali mocno mnie do siebie przyciągając. Częściowo ukryłam twarz w jego klatce piersiowej. 
- Um, chyba ktoś zapomniał, że jestem w domu. - lekko rozbawiony głos brata dotarł do moich uszu. Czułam na swoich plecach jego spojrzenie, miałam wrażenie, że zaraz wypali mi w nich dziurę. 
- Um... - zaczęłam wciąż patrząc w dół bawiąc się palcami. 
- Nie tłumacz się i tak nie wymyślisz żadnej wymówki. - nie patrzyłam na niego ale jestem pewna, że wywrócił oczami. 
- Mhm. - mruknęłam słysząc ciągły chichot Justina. 
- Okej, ja idę na imprezę, bądź grzeczna choć po tym co zobaczyłem tutaj, nie roznieście domu. - zaśmiał się, wymijając nas i wychodząc. 
Przytuliłam się do Justina. 
- Boże... - szepnęłam.
- Wiem. - kolejny raz zaczął się śmiać a jego klatka piersiowa zaczęła drżeć. - Ale trzeba przyznać, to było gorące. - musnął mój policzek a ja kolejny raz tego dnia się zaczerwieniłam.
Pociągnęłam go za rękę w stronę schodów, będąc już na górze weszliśmy do mojego pokoju. Opadłam na łóżko ziewając. 
- Chcesz iść spać? Mogę już iść.. - powiedział drapiąc się po karku. 
- A nie wolałbyś zostać, jest już późno. - zaczęłam rysować palcem kółka na wewnętrznej stronie jego prawej dłoni. 
- Jeśli chcesz, w samochodzie mam jakieś ubrania więc okej. - oznajmił.
- To dobrze. - wstałam, podniosłam z podłogi poduszkę kładąc ją na łóżku. Położyłam się i poklepałam miejsce obok siebie. Justin zdjął spodnie, buty i koszulkę zostając w samych bokserkach. Nie mogłam oderwać wzroku od jego nagiego i umięśnionego torsu. Chłopak widocznie to zauważył ale nic nie powiedział, śmiejąc się cicho zajął miejsce obok mnie. Przykrył nas kołdrą, odwróciłam się do niego plecami zamykając oczy. Blondyn objął mnie w pasie na co lekko się uśmiechnęłam. 
- Dobranoc. - szepnął w moje włosy. 

______________________________________
Dzień dobry Kochani, nie jestem w pełni zadowolona z tego rozdziału ale bywało gorzej :) 
Jest dość długi i mam nadzieję, że was nie zanudziłam, haha.
Cieszę się, że niektórzy wzięli sobie do serca moje słowa i skomentowali tamtejszy post i nie ukrywam mam nadzieję, że teraz mogę liczyć na te kilka komentarzy od was. 
Cały tydzień mam wolny więc nowy rozdział pojawi się jutro bądź ewentualnie w środę. 
Zmieniłam nazwę na twitterze z @AyeItsKidrrauhl na @myheroinebiebah 
To na tyle. :)  

czytasz = komentujesz

sobota, 27 kwietnia 2013

Chapter 7

- Słucham - odebrałam po chwili.
- Hej Zoe! - krzyknęła radośnie Des i jestem pewna, że się uśmiechnęła. - Chodźmy może do naszej ulubionej kawiarni, mam ogromną ochotę...
- Na mrożoną kawę - dokończyłam za nią, głośno się śmiejąc.
- Ugh. - jęknęła udając zażenowaną - Skąd wiedziałaś? - dodała próbując zmienić ton głosu na oskarżycielski powodując u mnie kolejny napad śmiechu. Brzmiała przekomicznie.
- Des, zawsze zamawiasz to samo, jak mogłabym nie wiedzieć? - wywróciłam oczami.
- Przyjadę po ciebie o 7 p.m. - powiedziała szybko rozłączając się.
Uśmiechając się sama do siebie ponownie opadłam na łóżko. Spojrzałam na zegarek który wskazywał 6:30 p.m.  Dała mi pół godziny na przygotowanie? Pospiesznie wstałam potykając się o książki leżące na podłodze. ' Muszę tu posprzątać.' pomyślałam otwierając szafę. Chwyciwszy czarne spodnie i turkusową bluzkę, weszłam do łazienki. Przebrałam się. Przeczesałam palcami włosy pozostawiając je pofalowane gdyż nie zdążę ich wyprostować. Czarnym tuszem pomalowałam rzęsy a wciąż posiniaczony policzek przypudrowałam. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i wychodząc z pokoju zbiegłam na dół kolejny raz się potykając przez co musiałam złapać się poręczy. 
Zoe, jesteś niezdarą.
Usiadłam na kanapie obok Zacka, który wpatrywał się w telewizor.
- Gdzie idziesz? - odezwał się gdy zakładałam buty wciąż nie odrywając wzroku od programu o wyścigach. 'To mnie prześladuje. ugh.' - jęknęłam w duchu.
- Z Destiny do kawiarni. - oznajmiłam wstając.
- Okej. - mruknął jedząc chipsy. Słysząc dźwięk klaksonu wyszłam na zewnątrz udając się do czarnego BMW, którego zazdrościł jej niejeden facet. Brunetka pochodzi z bogatej rodziny ale nigdy się nie wywyższała jest po prostu miła dla wszystkich, za co ją podziwiam. Oparłam się o czarny skórzany fotel spoglądając na przyjaciółkę, która skupiona prowadziła samochód. Oczywiście, mam prawo jazdy ale bardzo rzadko go używam. Posiadam mój własny samochód bardzo podobny do Des tylko w kremowym kolorze. Zazwyczaj jeżdżę z brunetką lub bratem, sama właściwie nie wiem czemu. Chcąc przerwać ciszę sięgnęłam dłonią do radia włączając je.

Never put my love out on the line 
Never said yes to the right guy 
Never had trouble getting what I want 
But when it comes to you I'm never good enough 

When I don't care 
I can play 'em like a Ken doll 
Won't wash my hair 
Then make 'em bounce like a basketball 


- Moja ulubiona piosenka!  - krzyknęła radośnie klaszcząc w dłonie i zaczynając śpiewać gdy zatrzymałyśmy się na czerwonym świetle. Dołączyłam do niej wygłupiając się powodując u brunetki napad śmiechu. Kiedy usłyszałam klakson spojrzałam na przyjaciółkę i odwróciłyśmy się. Spostrzegłyśmy młodego blondyna ok.25 lat, który wymawiał niesłyszalne dla nas słowa było zauważając, że jest podenerwowany. 

- Ups. - powiedziała Destiny patrząc na sygnalizację świetlną na której widniało już zielone światło. 
-Przepraszam. - oznajmiła niesłyszalnie patrząc na chłopaka uśmiechając się czarująco, blondyn odwzajemnił uśmiech. Dziewczyna spojrzała na mnie chichocząc widocznie zadowolona, że jej urok osobisty zadziałał. Nie czekając dłużej ruszyła. Po chwili zatrzymałyśmy się przy kawiarni. Niedawno pomalowany budynek o pudrowych ścianach, delikatnie żółtym dachu i święcącym napisem Blue Sky wyglądał jak świeżo wyciągnięty z filmu. Zazwyczaj przesiadują tutaj uczniowie gdyż kawiarnia znajduję się tuż przy parku naprzeciw naszej szkoły. Popychając szklane drzwi weszłyśmy do środka rozglądając się za wolnym stolikiem w idealnym dla nas miejscu. Nie było to trudne, w środku było tylko paru ludzi. Zajęłyśmy stolik przy oknie, usiadłyśmy na krzesłach czekając na kelnerkę. 
- Co dla was? - podeszła do nas młoda brunetka o imieniu Leight (co można było wywnioskować po wizytówce). Jej lekko kręcone włosy otaczały smukłą ale miłą twarz. Patrzyła na nas pięknymi błękitnymi tęczówkami. Była naprawdę bardzo atrakcyjna. 
- Poproszę czekoladowego shake. - uśmiechnęłam się do dziewczyny. Zapisała zamówienie w notesie i spojrzała na Destiny poprawiając niesforne kosmyki włosów które opadały na jej oczy.
- Dla ciebie to co zawsze? - spytała Leight wywołując u mnie cichy chichot. 
- Tak. - oznajmiła krótko a na jej usta wkradł się lekki uśmiech. 
- Dobrze, zaraz przyniosę wasze zamówienie. - ostatni raz się uśmiechnęła po czym odwróciła się i skierowała w stronę zaplecza. 
- Jej ale ona jest atrakcyjna, zazdroszczę jej tego. - mruknęłam patrząc na swoje dłonie. 
- Och serio? I kto to mówi. - westchnęła. 
- Masz coś na myśli? - zmarszczyłam brwi spoglądając na nią. 
- No, bo ty nie widzisz w jaki sposób patrzą na ciebie faceci. Też jesteś atrakcyjna nawet bardziej niż ona, uwierz. - wytłumaczyła wywracając oczami.
- Cokolwiek. - zaśmiałam się nie do końca wierząc w jej słowa. Zauważyłam zbliżającą się kelnerkę z naszymi zamówieniami. Położyła je przed nami życząc miłego dnia. Pijąc napój spojrzałam na telefon który wskazywał 8 p.m. Kończąc odłożyłam kubek na bok. Destiny zrobiła to samo. 
- Tego mi brakowało. - powiedziała wstając i zasuwając krzesło. Zrobiłam to samo udając się do lady.
- Ja zapłacę. - oznajmiłam odchodząc. Będąc przy kasie zapłaciłam 6 dolarów a następnie wyszłam z budynku. Podeszłam do Des, która czekała już przy samochodzie. Droga powrotna minęła w ciszy, która nam w żadnym stopniu nie przeszkadzała. Będąc przed moim domem podziękowałam dziewczynie za miły wieczór i wróciłam do domu. Nie wdając się w rozmowę z bratem, weszłam do łazienki gdzie wzięłam długą, odprężająca kąpiel a następnie poszłam spać. 

*Justin* 


Wychodząc od Zoe wsiadłem do swojego samochodu i ruszyłem. Podirytowany przyłożyłem telefon do ucha wcześniej wybierając numer Josha. 

- Co Bieber? - usłyszałem niski, zachrypnięty głos. 
- Gdzie mam przyjechać? - warknąłem zaciskając zęby. Ten facet działa mi na nerwy. 
- Tam gdzie pojawiałeś się przed swoim wyjazdem. - rozłączyłem się. Idiota nie mógł od razu powiedzieć mi w jakim miejscu się stawić? Zmierzwiłem dłonią włosy ciągnąc za ich końce. Przyspieszyłem, nigdy nie lubiłem się wleć albo może to przez to co robię? Całkiem możliwe. Wymijałem samochody, które stawały mi na drodze choć wcale nie musiałem się spieszyć. Będąc na miejscu wysiadłem z pojazdu podchodząc do Josha. 
- Dobra stary to będzie łatwy dla ciebie wyścig. Znasz trasę bardzo dobrze no chyba, że od wyjazdu nabawiłeś się sklerozy. - zaszydził. 
- Zamknij się, kurwa. - splunąłem. - I do cholery przestań wypominać mi mój wyjazd. - położyłem dłoń na karku groźnie patrząc na bruneta. - To nie jest twój interes. 
- Uspokój się, Bieber. Idź już lepiej na linię startu i wygraj ten wyścig. - zaśmiał się popychając mnie w stronę samochodu. Nienawidzę go i z chęcią bym go zabił ale nie mogę nabawić się jeszcze większej ilości kłopotów. Nie czekając dłużej wsiadłem do pojazdu udając się na linię startu. Masując skronie starałem przypomnieć sobie wygląd trasy. Wielokrotnie na nieznanych mi terenach improwizowałem lecz teraz zwyczajnie nie mam na to ochoty. Pamiętając już wszystko zacisnąłem dłonie na kierownicy patrząc na szatynkę, która uniosła flagę w górę a następnie w dół sygnalizując początek wyścigu. Na moją twarz wkradł się łobuzerski uśmiech, wystartowałem nabierając zawrotniej prędkości zostawiając innych w tyle. Mocniej zacisnąłem pięści na kierownicy czując nagły napływ adrenaliny. Wykonałem kilka gwałtownych zakrętów starając w pełni panować nad wozem. Zbliżając się do mety, przyspieszyłem jeszcze bardziej szeroko się do siebie uśmiechając. Zatrzymałem samochód. Zaśmiałem się widząc, że żaden z zawodników się nie zbliża. Kiepska konkurencja, naprawdę ten idiota nie mógł wybrać czegoś lepszego? Z nimi mógłbym ścigać się nawet z zamkniętymi oczami a i tak bym wygrał. Prychnąłem poprawiając idealnie zaczesane do góry włosy. Wysiadłem z samochodu patrząc na zadowolonego Josha. 
Tak to robi, Justin Bieber. 

____________________________________

Dzień dobry :) Kawałek pisany z perspektywy Justina mam nadzieję, że jakoś to wyszło. 
Rozdział miał pojawić się wczoraj ale no cóż nie wyrobiłam się. 
ważna wiadomość:
A teraz chciałabym poruszyć jeden temat i o coś was poprosić. Chodzi mi kochani o komentarze. Chciałabym was prosić o to aby pod tym postem KAŻDY kto przeczyta zostawił po sobie ślad. Chciałabym wiedzieć ile osób czyta to opowiadanie, bo przecież nie każdy kogo informuję praktycznie musi to robić. Nie musicie się rozpisywać wystarczy, że zostawicie najmniejszy ślad. Nie piszę dla komentarzy ale naprawdę chciałabym znać waszą opinię, bo nie piszę tylko dla siebie ale i dla was. Chciałabym wiedzieć co robię źle, co poprawić ale mało kto mi w tym pomaga. Co rozdział jest coraz mniej jakichkolwiek komentarzy, mam rozumieć przez to, że jestem coraz gorsza? Komentarze jest to również rzecz bardzo motywująca i jest mi bardzo miło kiedy ktoś docenia moje starania. Jeśli coś wam się nie podoba, śmiało piszcie jestem gotowa na krytykę.Kochani mam nadzieję, że mnie zrozumieliście i będziecie poświęcać tą minutkę po przeczytaniu na wyrażenie swojej opinii, dla mnie to bardzo dużo, dziękuję. 
@AyeItsKidrrauhl

czwartek, 25 kwietnia 2013

Chapter 6

Kołysząc mną lekko sunąc delikatnie opuszkami palców po moich plecach starał się mnie uspokoić. Zamknęłam oczy nieustannie czując łzy pod powiekami. Oparłam podbródek o lewe ramię chłopaka i zaczęłam stopniowo się uspokajać. Kiedy w końcu mi się to udało odsunąwszy się od Justina powolnie wstałam. Spojrzał na mnie pytająco brązowymi tęczówkami lecz nie czekając na odpowiedz wykonał tą samą czynność co ja wkładając dłonie do kieszeni spodni a na jego twarz wkradł się subtelny uśmiech.
- Chodź, pójdziemy to ogarnąć. - wskazałam dłonią zaschniętą krew na jego górnej wardze oraz siniaki.
Pokręcił przecząco głową wyciągając z kieszeni spodni jedną dłoń i mierzwiąc nią włosy.
- Nie zachowuj się jak dziecko. - westchnęłam wywracając oczami - No chodź. - pociągnęłam go za rękę kierując się w stronę schodów. Będąc już na górze skręciliśmy w prawo. Otworzyłam drzwi i weszliśmy do pomieszczenia. Sięgnęłam do szafki wyciągając apteczkę. Odwróciłam się do Justina, który siedział na brzegu wanny. Uśmiechnęłam się podchodząc bliżej chłopka. Stanęłam między jego nogami aby swobodnie i dokładnie oczyścić jego rany. Blondyn oblizał usta, umiejscowił swoje dłonie na moich biodrach przyciągając mnie bliżej. Pod wpływem jego siły usiadłam na jego kolanach. Zaśmiał się cicho muskając moją szyję.
- Justin... - jęknęłam czując jak przenosi pocałunki wzdłuż mojej szczęki. Odsunąwszy się od blondyna musnęłam kilkakrotnie jego rozgrzane wargi. Chwyciłam wacik i przyłożyłam do jego rany. Prawidłową reakcją byłoby skrzywienie się lecz chłopak wciąż lekko się uśmiechał. Spojrzałam na niego pytająco marszcząc brwi.
- To nic czego bym wcześniej nie robił. - puścił mi oczko.
- Ach no tak. - mruknęłam wyrzucając zużyte waciki i ponownie spoglądając na blondyna, wyglądał teraz dużo lepiej wręcz niewinnie a nie jak bandyta? Choć nie jestem pewna czy to dobre określenie.
Ciszę przerwał dźwięk telefonu Justina. Chłopak zmarszczył brwi a następnie odebrał telefon. Uważnie wsłuchując się w słowa swojego rozmówcy, wybijał palcami na brzegu wanny tylko mu znany rytm. Przyglądając się mu uważnie spostrzegłam, że zaciska usta w cienką linię a jego twarz przybrały groźny wyraz.
- Josh nie panikuj. - warknął wpatrując się pusto w ścianę. - Będę dzisiaj, na pewno. - rozłączył się nawiązując ze mną kontakt wzrokowy.
- Muszę spadać, skarbie. - oznajmił wstając.
- Okej. - otworzyłam usta by coś jeszcze dodać lecz szybko je zamknęłam.
- Hm? Chciałaś coś powiedzieć? - uniósł jedną brew.
- Czy ty.... - czując jak moje serce przyspiesza, oddech staje się nierówny nie byłam w stanie dokończyć pytania.
- Tak, wciąż się ścigam jeśli o to ci chodzi. - mruknął spuszczając wzrok na podłogę.
- Aha. - powiedziałam głośno wyraźnie podirytowana.
Jak on może wciąż narażać siebie na niebezpieczeństwo? Odwróciłam się i chwyciłam za klamkę następnie wyszłam z pokoju, schodząc na dół. Słyszałam za sobą kroki co oznaczało, że Justin zrobił to samo. Oparłam się o ścianę unikając wzroku chłopaka, który po chwili stał na przeciw mnie.
- Spójrz na mnie. - szepnął jednak wciąż wpatrywałam się w podłogę. Chwycił dłonią mój podbródek unosząc go w górę abym na niego spojrzała.
- Nic mi nie będzie, obiecuję. Spotkamy się jutro, dobrze? - starał się uśmiechnąć lecz widziałam w jego oczach zmartwienie. Położył dłonie na mojej talii i przytulił mnie.
- Boję się o ciebie. - szepnęłam wprost do jego ucha.
- To przestań, proszę cię Zoe.
- Dobrze już dobrze. - mruknęłam kolejny raz tego dnia wywracając oczami. Korytarz wypełnił melodyjny śmiech Justina. Naprawdę byłam aż tak zabawna? Chłopak przysunął swoją twarz powodując, że stykaliśmy się czołami. Naparł swymi pełnymi, rozgrzanymi wargami na moje. Przyciągnęłam Justina bliżej siebie oddając pocałunek z równą siłą. Otworzyłam lekko usta a język blondyna delikatnie pieścił moje podniebienie.
- Do zobaczenia. - złożył na moich ustach krótki lecz czuły pocałunek i wyszedł z domu. Stałam oszołomiona uśmiechając się promiennie. Usiadłam w salonie na kanapie tępo wpatrując się w telewizor. Chwila a gdzie jest Zack? W momencie przypomniałam sobie o istnieniu mego brata. Uderzyłam się z otwartej dłoni w czoło zdając sobie sprawę z mojej głupoty. Podniosłam się z beżowej, skórzanej kanapy i poszłam na górę. Zapukałam do drzwi od pokoju bruneta. Gdy usłyszałam ciche 'proszę' nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.
- Um cześć. - zaczęłam niepewnie rozglądając się po pokoju. - Nic ci nie jest? - spytałam patrząc na chłopaka leżącego na łóżku.
- Tak, wszystko okej. - mruknął podnosząc się do pozycji siedzącej a następnie klepiąc miejsce obok siebie. Pospiesznie usiadłam nerwowo stukając stopą o podłoże.
- To ja ci to zrobiłem?- wskazał na posiniaczony policzek. Niepewnie pokiwałam twierdząco głową.
- Tak bardzo cię przepraszam Zoe. - zażenowany ukrył twarz w dłoniach.
- Ugh przestań. Wybaczam ci. - uśmiechnęłam się chcąc pokazać, że nie jest to takie złe na jakie wygląda choć wcale nie byłam tego pewna.
- Nigdy więcej tego nie zrobię, obiecuję. Nawet nie masz pojęcia jakie teraz czuję do siebie obrzydzenie. Powinienem ciebie chronić, robić wszystko co dla ciebie najlepsze ale jak zwykle wszystko psuję. - potrząsnął głową. Może powinnam być na niego zła ale nie potrafię wiem, że tego nie chciał. Oparłam głowę na jego ramieniu przymykając oczy. Po chwili ciszy odezwałam się:
- Jesteś wspaniałym bratem, naprawdę i przepraszam za Justina.
- W porządku, rozumiem go. Tylko proszę tym razem uważaj. - wiedziałam, że odniósł się do wydarzeń kiedy Justin mnie zostawił. Skrzywiłam się.
- Wiem Zack ale teraz jest inaczej. - musnęłam policzek brata na co się uśmiechnął, wstałam i wyszłam z pomieszczenia. Weszłam do mojego pokoju, który znajdował się tuż obok. Usiadłam na łóżku wpatrując się w przestrzeń za oknem.
Poczułam wibrację w kieszeni a chwilę później po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz na którym widniało zdjęcie uśmiechniętej Destiny.

____________
Jestem nawet zadowolona z tego co napisałam.
Następnego rozdziału możecie spodziewać się już jutro.
Jak widać powróciłam do starego wyglądu bloga gdyż wydaje mi się, że tak wygląda lepiej. 

czytasz= komentujesz
@AyeItsKidrrauhl

sobota, 20 kwietnia 2013

Chapter 5

Siedząc nieruchomo w fotelu ze spuszczoną głową nie odzywając się do chłopaka zaczęłam 
zastanawiać nad tym co zrobi Justin. 
Nie powinnam była mu mówić przecież on może zrobić mu krzywdę. Jak mogę narażać Zacka na takie niebezpieczeństwo?
To on naraża ciebie na niebezpieczeństwo, idiotko. 
Nie prawda.
Prawda.
Potrząsnęłam głową kończąc idiotyczny monolog, który prowadziłam sama ze sobą.Spojrzałam na moje smukłe dłonie i zaczęłam je obserwować. 
Co mam innego do roboty? 
Odwróciłam lewą dłoń o 180 stopni i spojrzałam na nadgarstek na którym widniały już mało widoczne blizny. 
Kiedyś miałam problemy w szkole, z rodzicami. Doszczętnie dotykał mnie brak akceptacji. Do tego późnej doszło odejście chłopaka. To był mój sposób na wyładowanie się, teraz jest lepiej. 
Pokonałam słabości choć ostatnio jest coraz trudniej.
Chcąc przejechać palcami po mojej twarzy poczułam ogromny ból. 
Wykrzywiłam usta w grymas zaciskając powieki. 
Kiedy ból zaczął stopniowo ustępować otworzyłam oczy i spojrzałam w lusterko. 
Przeraziłam się, znieważając ból dotknęłam siny policzek. 
- Rano wyglądało to lepiej. - mruknęłam do siebie. 
Naprawdę mocno mnie uderzył ale czego mogłam się spodziewać po umięśnionym 
chłopaku, który kiedyś trenował boks. Jęknęłam cicho opierając głowę na zagłówku. 
- Powiedz mi dlaczego on ciebie uderzył? - warknął zaciskając dłonie na kierownicy aż pobielały mu kłykcie. 
Spojrzał mi głęboko w oczy jakby chciał w ten sposób doszukać się odpowiedzi.
- Wczoraj kiedy weszłam do domu nakrzyczał na mnie i nazwał mnie dziwką. Nie chcąc go dłużej słuchać po prostu udałam się do pokoju. Dzisiaj kiedy próbował mnie przeprosić przerwałam mu i powiedziałam, że nie ma prawa mi rozkazywać. Wypomniałam mu również jego sprowadzanie dziewczyn do domu na jedną noc i nazwałam go męską dziwką i uderzył mnie. - powiedziałam krzywiąc się. 
- Zabiję go, rozumiesz? - syknął a jego twarz przybrała groźny wyraz.
- Nie, nie możesz. - powiedziałam szybko.
- Oh naprawdę? Chcesz żeby cię krzywdził? Chcesz tego? - krzyknął. 
Wspominałam może, że Justin czasami ma problemy ze złością? 
- Ale do cholery to jest mój brat i go kocham mimo wszystko. - powiedziałam cicho przejechawszy ręką po włosach spojrzałam na mojego towarzysza. 
- Zrobię co będę chciał. - zaśmiał się ironicznie.
- Jasne. - mruknęłam z sarkazmem choć wiedziałam, że i tak zrobi co zechce. Nie powstrzymam go, nie będę w stanie. 
Niestety po paru minutach zatrzymaliśmy się pod moim domem. Dzisiejsza droga powrotna ze szkoły trwała trochę dłużej ze względu na korki co pierwszy raz było na moją korzyść. Wyjrzałam przez szybę a przez moje ciało przeszedł dreszcz. Nie chcę tam wchodzić z Justinem, boję się. Moje serce zaczęło szybciej bić a dłonie zaczęły się pocić przez gromadzące się we mnie emocje. Kręciłam się na siedzeniu patrząc jak Justin odpina pospiesznie pasy, niechętnie zrobiłam to samo. Wyszłam z samochodu, niepewnie stając na chodniku. Zachwiałam się lecz szybko odzyskałam równowagę i dogoniwszy blondyna który był już prawie przy wejściu wyminęłam go. Stanęłam przed drzwiami, czując stres większy niż kiedykolwiek. Powoli owinęłam dłoń wokół klamki , pociągnąwszy ją w dół popchnęłam drzwi. Wolnym krokiem weszłam do domu rozglądając się. Justin wyraźnie zirytowany moimi powolnymi ruchami położył dłoń na moim biodrze i delikatnie mnie odepchnął wymijając moją osobę. Pewnie wszedł do salonu wiedząc kogo tam zastanie. Uśmiechnął się wrednie podchodząc bliżej Zacka. 
- Co ty tu robisz? - powiedział zdziwiony marszcząc brwi. 
- Ktoś musi dać ci nauczkę. - uderzył bruneta w szczękę. Widząc jak zadaje kolejne ciosy wycofałam się w głąb pomieszczenia. Oparłam się o ścianę i zjechałam w dół pociągając kolana pod brodę. 
Z każdym ciosem zadawanym przez Justina bądź Zacka moje serca zaczynało jeszcze szybciej i głośniej bić. Blondyn siedział na moim bracie i okładał pięściami jego twarz. Po chwili jednakże brunet odepchnął chłopaka i teraz on bił jego. Zatrzęsłam się widząc jak Justin na to nie pozwala i gwałtownie wstaje a brunet otrzymuje kolejne ciosy. Mimo tego, że blondyn jest młodszy ma dużo większą przewagę. Z łuku brwiowego i dolnej wargi blondyna zaczęła sączyć się krew natomiast jeśli chodzi o bruneta dodatkowo na jego policzkach zaczęły tworzyć się siniaki a z nosa kapała krew. Pod wpływem ciosów Justina Zack upadł na podłogę i został kilkakrotnie kopnięty w brzuch. Ostatni raz upewniając się, że nie wstanie chłopak odwrócił się w moją stronę. Widząc moją postawę i to jak dygoczę z przerażania groźny wyraz twarzy zastąpił smutek. Podszedł prędko do mnie, kucając tak blisko, że poczułam jego przyspieszony oddech na mojej twarzy. Mimowolnie odskoczyłam przestraszona.
- Boisz się mnie? - powiedział ze smutkiem próbując dotknąć ręką moich włosów lecz szybko odsunęłam głowę. 
- Dziwisz się Jason*? Właśnie pobiłeś jej brata na jej oczach, na pewno się ciebie nie boi. - mruknął Zack chwytając się za obolałe żebra. 
- Zamknij się, powinienem cię zabić stanowczo za dużo gadasz.- splunął patrząc na niego z żądzą mordu w oczach. 
Wzdrygnęłam się co nie umknęło uwadze Justina. 
- Nie bój się mnie, proszę. Nic ci nie zrobię, obiecuję. - powiedział spokojnie powoli się do mnie przybliżając. 
Co mam teraz zrobić? Uciec czy zostać? 
Mając w głowie mnóstwo myśli, pytań bez odpowiedzi postanowiłam zostać. Tak będzie lepiej przecież nie mogę zacząć uciekać przed chłopakiem. Justin po chwili siedział na przeciwko mnie, spojrzał w moje oczy przybliżając się do mojej osoby. Z uśmiechem odgarnął włosy z mojej twarzy. Przybliżył swoje pokaleczone usta do mojego ucha.
- Gdyby cokolwiek się działo, powiedz mi choć jestem prawie pewien, że teraz cię nie tknie. - jego oddech otulił moją szyję. Pozbyłam się jakichkolwiek wątpliwości dotyczących przebywania z blondynem. - Wiesz, że się o ciebie martwię. - założył mi kosmyk moich niesfornych włosów za ucho. - Nikomu nie pozwolę cię więcej skrzywdzić już nigdy przez coś takiego nie przejdziesz, obiecuję. - dodał całując mnie w czoło a następnie przytulając. Objęłam chłopaka wdychając zapach jego perfum. Przytuliłam się do niego jeszcze mocniej nie chcąc nigdy więcej wypuszczać go z moich ramion. Już nigdy na to nie pozwolę.

__________________________________
Jason* - w tym opowiadaniu pseudonim Justina używany zazwyczaj przez ludzi z którymi pracuje.

Jak widać zmieniłam szablon bloga jak się wam podoba?
Według mnie wszystko wygląda teraz tutaj dużo lepiej. 
Co do rozdziału jestem z niego średnio zadowolona. 
Najbardziej podoba mi się ta urocza końcówka, haha :) 
Woho a wy jeszcze nie wiecie czym zajmuje się Justin snujecie jakieś podejrzenia? :)  

czytasz = komentujesz
@AyeItsKidrrauhl

czwartek, 18 kwietnia 2013

Chapter 4

Leniwie otworzyłam oczy masując dłonią obolały kark. No tak zasnęłam opierając się o drzwi. Na wspomnienie wczorajszych wydarzeń w moich oczach zebrały się łzy. Potrząsnęłam głową chcąc zapomnieć tamte chwile. Wstałam z podłogi i udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Owinęłam ciało ręcznikiem i wróciłam do pokoju po ubrania. Założyłam bieliznę, luźną pudrową koszulkę bez rękawów i szorty z wysokim stanem. Wyszłam po cichu z pokoju chcąc uniknąć konfrontacji z bratem. Zeszłam schodami w dół kierując się do kuchni. Chwyciłam w dłoń jabłko i usiadłam na krześle. 
Z racji tego, że jest poniedziałek postanowiłam zadzwonić do Destiny.
- Słucham? - odebrała po chwili
- Hej Des. - uśmiechnęłam się promiennie słysząc jej cisze westchnięcie spowodowane tym, że
tak ją nazwałam.
- Cześć. Zoe będę po ciebie za dwadzieścia minut, dobrze? 
- Jasne - ugryzłam owoc rozłączając się. 
Zeszłam z krzesła i momentalnie zamarłam wpatrując się w wejście do pomieszczenia.
Chciałam przejść obojętnie nie okazując żadnych emocji lecz lekkie szarpnięcie mnie za ramię, uniemożliwiło mi to. 
- Zoe słuchaj, prze.. - zaczął
- Nie obchodzi mnie to. - powiedziałam wyraźnie spoglądając na niego wściekła.
- Kiedy ty w końcu zrozumiesz, że nie możesz się z nim spotykać? - syknął.
- Nigdy, no cóż widocznie dziwki tak mają. - zaśmiałam się ironicznie.
- Przestań. - zaczął się denerwować a jego mięśnie się napięły. 
- JA mam przestać? - zaakcentowałam pierwsze słowo - To ty nazwałeś mnie dziwką bez powodu.
Zapamiętaj to sobie raz na zawsze będę się umawiać z kim tylko zechcę, nie masz prawa mi niczego zabraniać. Jesteś naprawdę żałosny wyzywając mnie, bo spotkałam się z kimś kogo nie lubisz. Przypomnij 
sobie to ty przyprowadzasz do naszego domu dziewczyny na jedną noc i zachowujesz się jak męska dziwka, nie sądzisz? - momentalnie poczułam ciepło i ból rozprzestrzeniający się od mojego prawego policzka. 
Uderzył mnie. 
Odwróciłam się na pięcie i pospiesznie weszłam do łazienki. 
Spojrzałam w lustro opierając się rękoma o zlew. Wyglądałam tragicznie. Mój prawy policzek zmieniał barwę z czerwonego na siny. 
Z moich oczu zaczęły płynąć łzy, otarłam je i przypudrowałam obrażenie. 
Usłyszałam dzwonek do drzwi, ostatni raz zerknęłam na swoje odbicie i zbiegłam po schodach. 
Założyłam białe conversy i wyszłam z domu. 
- Hej kochana! - krzyknęła z radością Destiny przytulając mnie - Nawet nie wiesz jak się za tobą stęskniłam. 
- Masz rację dwa dni beze mnie, męczarnia. - wywróciłam oczami 
- A żebyś wiedziała! - zachichotała ciągnąc mnie w stronę samochodu
- Wszystko w porządku? - spytała podejrzliwie kiedy byłyśmy już w aucie
- Tak. - odpowiedziałam dalej tępo wpatrując się w przestrzeń za szybą
- Na pewno? Nic się nie dzieje? - naprawdę teraz musi drążyć ten temat? Westchnęłam.
- Tak, nic się nie dzieje - spojrzałam na nią - pomijając próbę gwałtu i obrażenie na policzku - dodałam szeptem
- Mówiłaś coś? 
- Nie, nic. - uśmiechnęłam się sztucznie
Przez resztę drogi nie odzywałyśmy się do siebie. 
Des zaparkowała i wyszłyśmy z pojazdu. Przekroczyłyśmy próg szkoły, pożegnałam się z dziewczyną i poszłam do szafki.
Wpisałam kod i zaczęłam wyjmować odpowiednie książki na angielski. 
Naprawdę nie mam na nic ochoty a szczególnie na szkołę ale kto by miał, po takich wydarzeniach? 
Zamknęłam drzwiczki od szafki z hukiem, powodując, że wszyscy ludzi na korytarzu zwrócili na mnie uwagę. 
'Ekstra' - pomyślałam.
Spuściłam głowę pozwalając aby włosy zakryły mi twarz. Zadzwonił dzwonek na lekcje. 
Szybkim krokiem udałam się do klasy. Usiadłam w ostatniej ławce pod oknem obserwując krople deszczu spływające po szybie. Nie rozumiem dlaczego ja muszę mieć tyle nieszczęścia w życiu?
Rodzice mają mnie gdzieś, mój brat myśli, że może mną rządzić a do tego osoba o której 
chciałam zapomnieć jak na złość na nowo wtargnęła do mojego życia. To wszystko jest bezsensu. 
W ten sposób minęły wszystkie moje lekcje aż do lunchu. Usiadłam na stołówce sama przy bocznym stoliku w końcu pomieszczenia.
- Mogę się dosiąść? - usłyszałam zachrypnięty głos tuż przy moim uchu. Wzdrygnęłam się. 
- J- jasne, siadaj Justin. - powiedziałam cicho.
- Coś jest nie tak? - spytał, badawczo przyglądając się mojej twarzy. 
Dotknął dłonią mojego prawego policzka pocierając go kciukiem.
Skrzywiłam się z bólu a w moich oczach pojawiły się łzy. Zamknęłam oczy aby chłopak nie był w stanie zobaczyć łez.
 'Świetnie i co mu teraz powiesz?' - głos w mojej głowie dał o sobie znać 
- Chodź wychodzimy - chwycił moją dłoń, wstaliśmy, wyszliśmy z pomieszczenia a następnie ze szkoły. 
W głowie zaczęłam wymyślać jakąś dobrą wymówkę abym mogła wytłumaczyć moje zachowanie
na stołówce. Nic nie przychodziło mi do głowy. 
- Wsiadaj. - powiedział zmartwionym głosem otwierając przede mną drzwi od samochodu.
Siadając za kierownicą przetarł twarz dłońmi i westchnął. 
- Mów mi co się dzieje Zoe. 
- Nic, uderzyłam się tylko to nic takiego. - powiedziałam szybko to co mi przyszło na myśl.
- Nic takiego? Przecież widziałem twoją reakcję. Do cholery Zoe, powiedz mi prawdę. - potrząsnął głową a  następnie ścisnął moją dłoń. 
Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Nie dałam rady. Justin przytulił mnie do siebie. Wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową próbując się uspokoić. Kiedy trochę się uspokoiłam oderwałam się od chłopaka i sięgnęłam po chusteczki. Wytarłam twarz łzy niestety sprawiły, że pozbyłam się znikomej części mojego makijażu ale to wystarczyło. Ślad po uderzeniu był jeszcze bardziej widoczny niż rano. Odwróciłam twarz od chłopaka aby nie był w stanie zobaczyć mojego prawego policzka. Jednakże on chwycił mój podbródek i skierował moją twarz do niego. 
- Kto ci to zrobił? - niemalże krzyknął, zacisnął szczękę a jego mięśnie się napięły. 
- N-n-nikt - zaczęłam się jąkać. 
- Powiedz mi proszę. - szepnął zdenerwowany, wpatrując się w moją twarz z bólem.
- M-mój b-brat. - powiedziałam z trudem. 
Justin wyprostował się a jego wyraz twarzy gwałtownie się zmienił. 
- Zabiję go.

____________________________
Wiem, że dawno nic nie dodawałam ale zwyczajnie brakowało mi czasu 
miałam strasznie dużo sprawdzianów do nadrobienia przez ostatni tydzień. 
Ale teraz nadrobię zaległości i będę dodawać częściej. 
A co do rozdziału nie jestem w pełni z niego zadowolona. 
Spodziewałyście się takiego zachowania ze strony Zacka? :) 
@AyeItsKidrrauhl
czytasz = komentujesz
 to dla mnie ważne :))

czwartek, 4 kwietnia 2013

Chapter 3

Co ja przed chwilą usłyszałam a co ważniejsze co się przed chwilą stało? Potrząsnęłam głową. Jestem naiwna. Nigdy nie powinno dojść do tej sytuacji. Dopiero niedawno znowu zobaczyłam Justina a już się całowaliśmy. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, bo podobało cholernie. I to jest błąd. Westchnęłam i spojrzałam na telefon. 3:00 czyli nie ma mnie w domu 5 godzin a do tego jest noc. Zack mnie zabije. O rodziców nie muszę się martwić są w delegacji jak zawsze. Nigdy ich nie ma. Jest to dobre ale do czasu. Później zaczynasz tęsknić za chwilami spędzonymi razem, czujesz pustkę, która stopniowo wypełnia twoje serce. Niestety nie zmienię tego choćbym chciała.
- Mieszkasz wciąż w tym samym miejscu? - powiedział Justin jednocześnie wyrywając mnie z zamyślenia.
- Tak.
- Justin mogę cię o coś spytać? - poprawiłam włosy nerwowo spoglądając na chłopaka.
- Jasne, pytaj. - odpowiedział jakby to było oczywiste.
- Właściwie - chwyciłam się dłonią karku - dlaczego mnie zostawiłeś?
- Musiałem. Zoe nie miałem i nie mam innego wyboru. Nie mogę z tobą być. Nie ze względu na mnie tylko na ciebie. - powiedział spokojnie patrząc na jezdnię.
- A co ja takiego zrobiłam? - syknęłam
- Nic skarbie. - uśmiechnął się na chwile spuszczając wzrok z drogi - Nawet nie wiesz na jakie niebezpieczeństwo narażasz się siedząc w tym samochodzie.
Jak on mnie nazwał? Ugh jęknęłam zażenowana. Jeśli on sądzi, że zależy mi na moim bezpieczeństwie to się myli. Zaczęłam kręcić się nerwowo na siedzeniu z nadmiaru emocji, które się we mnie nagromadziły.
- Masz ADHD czy co? - kolejny raz tej nocy jego śmiech wypełnił samochód
- Myślę, że nie. - odpowiedziałam bez żadnych emocji
- O co chodzi? - zdjął jedną dłoń z kierownicy i ścisnął moją
Pod wpływem jego dotyku zadrżałam. Zamknęłam na dłuższą chwilę oczy by się uspokoić. Mimo późnej godziny ani razu nie pomyślałam o śnie to obecność blondyna tak na mnie działa.
- Naprawdę nie rozumiesz, że mam gdzieś moje bezpieczeństwo? - warknęłam zaciskając zęby
- Ale ja nie mam go gdzieś. - powiedział półgłosem.
Zamarłam. Ostatnio mówił, że go nie obchodzę.
- Kłamiesz teraz czy kłamałeś wtedy? - spojrzałam w dół i zaczęłam bawić się palcami
- Do cholery - podniósł głos lecz widząc moją reakcję stonował go - zrobiłem co musiałem. Dla mnie też to nie było miłe. Nie byłaś jedyną poszkodowaną osobą. Kłamałem. Pomyślałem, że kiedy tak się zachowam łatwiej zapomnisz o mnie.
Jego głos, uczucia jakie przekazał mówiąc to. Odchyliłam głowę do tyłu chcąc to przemyśleć. A jeśli to było
kłamstwem? Nie, nie mogę tak myśleć. Justin nie okłamałby mnie teraz. Mam nadzieję. Jestem naiwna i podporządkował mnie pod siebie nieumyślnie. Przygryzłam wargę ponownie zlustrowałam chłopaka wzrokiem. Nic się nie zmienił no może z wyjątkiem trochę bardziej zarysowanych mięśni.
- Już jesteśmy. - wyczułam w jego głosie nutkę rozczarowania. Nie wierząc w słowa chłopaka wyjrzałam przez szybę. Faktycznie staliśmy przy moim domu. W salonie paliło się blade światło, niestety. Justin wyszedł  z samochodu, po chwili uczyniłam to samo.
- Dziękuję, że mnie wtedy uratowałeś przed Ryanem - powiedziałam z obrzydzeniem - i za podwiezienie - zachichotałam cicho. Odwróciłam się chcąc odejść. Poczułam dłoń na moim nadgarstku, odwróciłam się pytająco spoglądając na blondyna. Uśmiechnął się szeroko przyciągając mnie do siebie. Ręce oparłam na jego klatce piersiowej patrząc w jego oczy. Nachylił się ku mnie i namiętnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek z równą siłą. Lekko odpychając chłopaka przytuliłam się do niego. Objął mnie a po moim policzku spłynęła łza. Justin spojrzał na mnie marszcząc brwi i przyciągając mnie jeszcze bliżej.
- Nie płacz piękna. - szepnął w moje włosy - proszę - dodał całując mnie w czoło.
Westchnęłam patrząc w kierunku mego domu.
- Pa Justin - wspięłam się na palcach i ostatni raz cmoknęłam jego usta.
- No idź, idź. - popchnął mnie lekko w stronę budynku - powodzenia z Zackiem - powiedział ze skwaszoną miną.
Nigdy nie darzyli się sympatią. Co było na moją niekorzyść. Będąc już pod drzwiami ostatni raz odwróciłam się widząc jak chłopak odjeżdża. Weszłam do domu. Zdjęłam buty i kurtkę. Przeszłam do salonu.
- No i gdzie byłaś? - usłyszałam podniesiony głos brata zza pleców.
Odwróciłam się na pięcie. - Na imprezie. - odparłam pewnie - a i poprzedzając twoje pytanie trafiłam tam przypadkiem i postanowiłam zostać.
- No i z kim?! - wrzasnął. Cholera musiał widzieć zdarzenie sprzed domu.
- Nie wiem nie znałam ludzi z imprezy.
- Och czyżby? A przywiózł cię duch święty?
- Justin wyciągnął mnie z opresji - 'jeśli mogę tak nazwać próbę gwałtu' - dodałam w myślach - i po prostu mnie odwiózł.
- Zapomniałaś co ci zrobił? Dopiero co go znowu spotkałaś i już się całowaliście. Nie zachowuj się jak dziwka. - powiedział zdenerwowany.
- Nie twoja sprawa. Nie jesteś moim ojcem. To są moje sprawy prywatne nie masz prawa się wtrącać. Nie znasz Justina! - wrzasnęłam czując jak moje oczy napełniają się łzami.
Wbiegłam po schodach na górę zatrzaskując drzwi. Osunęłam się po nich w dół, opierając głowę na kolanach.
Nazwał mnie dziwką.
______________________________________________
Jak się podoba?
Justin może być również miły prawda? haha
A teraz tak miałam dość spore kłopoty z blogiem.
Znikły mi wszystkie posty, komentarze, wyświetlenia na
blogu. Nie mam pojęcia czemu, coś stało się z blogspotem.
Dodałam dzisiaj wszystko jeszcze raz, dobrze, że miałam
zapisane (uff) Rozdział byłby wczoraj ale kłopoty techniczne
wzięły górę.
A i jeśli ktoś chce być informowany niech napisze to w
komentarzu i doda gg bądź nick z tt.
Już was nie zamęczam.
Bye <3
@AyeItsKidrrauhl
czytasz = komentujesz

Chapter 2

- Witaj Justin. - z trudnością wypowiedziałam jego imię. Przyjrzałam się bliżej chłopakowi. Czarne spodnie i skórzana kurtka, ciemnofioletowa koszulka i supry. Spojrzałam na jego twarz. Skupiony na drodze zaciskał szczękę. Dlaczego? Dlaczego on znowu pojawił się w moim życiu? Kiedy chciałam sobie wszystko na nowo ułożyć, zjawił się Justin. Uratował mnie, nie chcę myśleć co by się stało gdyby nie wszedł do tego pokoju. Jestem wdzięczna za to ale wciąż go nienawidzę. Czy ta pomoc może wynagrodzić mi 6 miesięcy ciągłej rozpaczy?
- Co się tak patrzysz? - odwrócił głowę w moją stronę, patrząc prosto w moje oczy.
Zupełnie zapomniałam, że cały czas się w niego wpatruję.
- Nie wiem - powiedziałam niepewnie, spuszczając głowę. Nie mogę znieść tego spojrzenia które sprawia, że zapominam o wszystkim co mi zrobił. Poprawiłam się na siedzeniu i przypadkowo uderzyłam w schowek, który się otworzył. Westchnęłam na widok znajdującej się tam broni. Od kiedy wiem czym naprawdę zajmuje się Justin, chyba już nic mnie nie zaskoczy. 
- Pozwoliłem ci to otworzyć? - syknął wściekły
- Nie ale również nie zabroniłeś. -  powiedziałam zdenerwowana.
- Zamknij się, suko - wrzasnął
- Znowu nazwałeś mnie suką? Pierdolony kretyn. - podniosłam głos a uśmiech znikł z mojej twarzy.
- Do cholery nie prowokuj mnie. - znowu wrzasnął na co podskoczyłam. Chwycił mój nadgarstek i zjechał na pobocze. Zaciskał dłoń na kierownicy aż pobielały mu kłykcie.
- Zoe zrozum - oblizał usta - nie możesz mnie prowokować, bo może to się dla ciebie źle skończyć. - puścił moją rękę wciąż mówiąc podniesionym głosem.
- Och serio? A co mi zrobisz? Zabijesz? - patrzyłam przed siebie nie chcąc pokazać, że ta sytuacja wywołuje u mnie jakikolwiek strach.
'Nie możesz się go bać' - głos w mojej głowie dał mi znać.
- Nie, nie wiem. - powiedział spokojniej. Czułam jego wzrok na sobie. Poprawiłam włosy zakrywając nimi twarz.
Zadzwonił mój telefon.
- Słucham?
- Gdzie jesteś? Miałaś niedługo wrócić! - Zack
- Daj mi spokój, jak będę chciała to wrócę. - rozłączyłam się podirytowana.
Zupełnie zapomniałam o tym, że miałam wyjść tylko na chwilę. Od mojego wyjścia minęło sporo czasu.
Kocham Zacka ale jest strasznie nadopiekuńczy. Nie mam w końcu 10 lat. Nie może mnie ciągle kontrolować. Jego zachowanie to z jednej strony moja wina. Kiedy Justin odszedł, zamknęłam się w sobie, nie wychodziłam z pokoju, byłam wrakiem człowieka. Wstawałam, szłam do szkoły, zamykałam się w pokoju tak wyglądał mój dzień. Zmieniły się moje stosunki z rodziną, oddaliłam się od nich. Teraz zaczynało wszystko wracać do normy. Rozmawiałam z najbliższymi, zaczęłam znowu spotykać się z Destiny, moją przyjaciółką. A teraz jedno wydarzenie sprawiło, że wszystko we mnie pękło. Cała nienawiść do chłopaka zniknęła kiedy tylko się pojawił. Podniosłam głowę i dopiero przyjrzałam się miejscu w którym się zatrzymaliśmy. Tuż obok zaczynał się gęsty las. Nic specjalnego. Kątem oka spojrzałam na siedzącego obok chłopaka. Odpalał papierosa. Skupiony patrzył w dal.
- Tęskniłaś? - uśmiechnął się
- Nie. - odpowiedziałam szybko, nie uwierzył.
Jego melodyjny śmiech wypełnił samochód. Uśmiechnęłam się lekko zażenowana. Odwrócił się w moją stronę. Nasze spojrzenia się spotkały. Zlustrował mnie wzrokiem przybliżając się. Jego oddech otulał moją twarz. W jednym momencie zapomniałam o wszystkich wyrządzonych przez niego krzywdach. Dzieliło nas kilka centymetrów. Dłońmi oplatał mnie w pasie. Jego wargi dotknęły moich. Nasze języki toczyły między sobą walkę. Ręce wplątałam w włosy Justina. Chciałam go jeszcze bardziej do siebie zbliżyć. Brakowało mi tego przez 6 miesięcy. Jęknęłam. Popchnęłam go lekko sprawiając, że znalazł się na swoim miejscu. Usiadłam na nim okrakiem nie przerywając pocałunku. Justin objął mnie mocniej uśmiechając się. Oderwawszy się ode mnie przejechał nosem po mojej szyi zaczynając ją całować. Odchyliłam nieco głowę dając mu do niej lepszy dostęp. Powrócił do moich ust. Westchnął czując moje dłonie dotykające jego umięśnionego torsu pod koszulką. Odepchnąwszy mnie lekko wróciłam na moje dawne miejsce. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze.
- Też tęskniłem. - uśmiechnął się oblizując usta i wrócił na miejsce kierowcy.
__________________________
nie podoba mi się w ogóle ale nie mi to oceniać :)
 czytasz = komentujesz

Chapter 1


Usiadłam na kanapie obok brata. Włosy odgarnęłam na prawą stronę aby oddzielić nimi mnie od Zacka. Starałam się zrobić wszystko aby tylko nie był w stanie zauważyć, że płakałam. Westchnęłam głośno, spoglądając na telewizor. 
- Mógłbyś przełączyć?- jęknęłam zażenowana wciąż mówiąc lekko drżącym głosem.
- Co się dzieje mała? - spojrzał badawczo na mą twarz doszukując się odpowiedzi. 
- Nic, spokojnie. - głos coraz bardziej mi się łamał. 
'Po co się właściwie odzywałaś, idiotko?'- głos w mojej głowie dał mi znać. Przyciągając nogi do klatki piersiowej, zamknęłam oczy. Powrócił obraz Justina. Perfekcyjne rysy twarzy jak i cała sylwetka. Usłyszałam ten ironiczny śmiech, którym mnie żegnał. Nawet się nie spostrzegłam a łzy spływały po mojej twarzy wraz z makijażem. Poczułam oplatające mnie ramiona wokół talii.
- Cii... już dobrze, księżniczko.- po głosie mogłam poznać, że się martwi.
Nie zna całej historii, wie tyle, że Justin istniał w moim życiu a potem najzwyczajniej odszedł.
Po tym wszystkim zamknęłam się w sobie. Wydarzenie sprzed 6 miesięcy wciąż nie potrafi opuścić mego umysłu. Nie chcąc się użalać wstałam pospiesznie i ruszyłam w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz? - obserwował każdy mój ruch. 
- Nie widać?- zachichotałam cicho. - Niedługo wrócę, spokojnie. - spojrzałam na Zacka chcąc go uspokoić i pokazać, że wszystko ze mną okej. Ubrałam beżowe conversy i wyszłam z domu. Nie miałam określonego celu, szłam przed siebie.
Pogoda była przepiękna. Świeciło słońce, a na niebie nie było ani jednej chmury. Drzewa zachwycały swą intensywniejszą niż zwykle zielenią. Jednakże to nie ma teraz większego znaczenia. Z moim problemem wszystko jest dla mnie czarno-białe. Po kilku minutach dotarłam do parku. Spostrzegłam ławkę na której po chwili usiadłam.


'- To koniec.- spojrzał na mnie rozbawiony. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. W oczach widniała pustka. 

- Ale jak to? Przecież... - przetarłam pospiesznie pierwsze łzy rękawem - Justin... 
- Zamknij się - warknął - Może i brałaś mnie na poważnie ale ja ciebie nie. To koniec, rozumiesz? Nie obchodzi mnie czy cię to boli. Nic ci nie obiecałem. Nigdy nie byliśmy parą, równie dobrze mógłbym zniknąć bez słowa. - uśmiechnął się szyderczo. 
- Ale dlaczego? - starałam się być silna i zacisnęłam pięści. 
- Było wtykać nos w nie swoje sprawy? - prychnął, patrząc na mnie wzrokiem, który mógłby zabijać - Wiesz co robię, i tym pogrążyłaś siebie, suko. Powinienem cię zabić, lepiej się ciesz, że tylko tak postępuję. Powiedz o tym komukolwiek a stanie ci się krzywda, zrozumiano? 
- T.. tak - nie chciałam pokazać, że się boję jednak jego postawa wobec mnie, nie pozwoliła mi na to. 
Już nic więcej nie powiedział, odwrócił się i odszedł. Moje serce rozpadło się na milion kawałeczków, zwyczajnie mnie zostawił, na zawsze.' 

Wzdrygnęłam się na wspomnienie o owym wydarzeniu. Nie chcę, nie mogę więcej cierpieć. Przez niego posypało się całe moje życie. Nie tylko on jest na tej planecie, problem w tym, że on był całym moim światem. Podniosłam się i ruszyłam przed siebie, biegłam. Nie spoglądałam na drogę, marzyłam wręcz o tym by coś mi się stało. Brązowe włosy opadały mi na twarz zamazując obraz. Dotarłam pod dom z którego było słychać muzykę. Odgarnęłam włosy, przejrzałam się w telefonie i podeszłam do drzwi. Zapukałam. Otworzył mi blondyn, dość dobrze zbudowany. Ubrany w niebieskie rurki i szary t-shirt z dekoltem w serek.
- Wchodź maleńka - zlustrował mnie wzrokiem oblizując usta.
Uśmiechnęłam się lekko, wymijając chłopaka. W domu było dużo ludzi, alkoholu i innych używek. Budynek sam w sobie był ładny, przestronny. Salon w kolorze beżu, ogromny telewizor na ścianie i meble po bokach ze względu na panującą imprezę. Zauważając barek, udałam się do niego.
- Czego byś się napiła? - oddech jakiegoś chłopaka otulił moją szyję. Znajdował się blisko, za blisko. Usta prawie że dotykały mojego ucha.
- Czystą, poproszę. - odwróciłam głowę. Dzieliły nas milimetry. Przyjrzałam się chłopakowi na ile tylko byłam w stanie. Blondyn, dość wysoki. W głębi jego oczu można było się zatopić.
- Christian. - podał mi dłoń lekko się odsuwając.
- Zoe. - uścisnęłam jego rękę, odwracając się w stronę barku.
Po chwili otrzymałam alkohol. Wypiłam wszystko za jednym razem, na co chłopak się zaśmiał.
- No co?
- Nic nic, piękna. - zarumieniłam się i spuściłam głowę.
Wypiłam jeszcze kilka kieliszków i zaczęło kręcić mi się w głowie. Mam słabą głowę do alkoholu. Po małej ilości a do tego szybko wypitej tracę rozum. Opadłam na kanapę, chcąc odpocząć. Obserwowałam tańczących ludzi, całujących się po kątach i wręcz rozgrywających grę wstępną mimo tego, że znajdują się w towarzystwie. Potrząsnęłam głową. Chwiejnym krokiem weszłam na górę po schodach. Szłam korytarzem, śmiejąc się sama do siebie.
Poczułam dłoń na moim ramieniu. Zachichotałam. Przede mną stanął mojego wzrostu może ciut wyższy brunet o pięknych zielonych oczach.
- Zgubiłaś się? - odezwał się czarującym głosem.
- Nie. Poszłam się przejść. - uśmiechnęłam się słodko.
- To może - spojrzał w moje oczy - przejdziemy się razem? - zaproponował.
- No w sumie, czemu nie.
- Ryan. - uśmiechnął się.
- Zoe.
Szliśmy przez dłuższy czas w ciszy.
- Może wejdziemy? - otworzył przede mną drzwi od pewnego pokoju. - Będzie tam trochę ciszej i będziemy mogli pogadać.
- No okej. - uśmiechnął się szarmancko, przepuszczając mnie w drzwiach.
Podeszłam do biurka, oparłam się stojąc do chłopaka tyłem. Poczułam dłonie na moich biodrach. Otrząsnęłam się i zaczęłam znów trzeźwo myśleć. Odwróciłam się do niego przodem chcąc zrzucić jego ręce z mojego ciała. Jednakże on tylko wzmocnił uścisk. Jęknęłam z bólu. Nie zwracając uwagi na moją reakcję zaczął całować mnie po szyi.
- Zostaw mnie - syknęłam, próbując go odepchnąć.
- Zabawimy się tylko, spokojnie. - zaśmiał się, wciąż mnie całując.
Włożył ręce pod moją koszulkę chcąc ją ściągnąć. Zaczęłam się bać, próbowałam się wyrwać. Jego dotyk był obrzydliwy.
- Powiedziałam, żebyś mnie zostawił, palancie. - warknęłam kryjąc strach.
- Zamknij się, dziwko. - uderzył mnie w twarz i rzucił na łóżko.
- Nie.. - łzy zaczęły lecieć po mej twarzy.
- Zostaw mnie. - krzyknęłam - Proszę. - szepnęłam tracąc jakąkolwiek nadzieję na wydostanie się z tego pokoju.
- Radziłbym być ci cicho, szmato. - jeździł dłońmi po moim ciele, wzdrygnęłam się, zaczęłam krzyczeć i jeszcze bardziej płakać.
Drzwi od pokoju otworzyły się z hukiem.
- Zostaw ją. - powiedział jakiś chłopak, który wszedł do pomieszczenia. Nie byłam w stanie zauważyć rys jego twarzy, było zbyt ciemno.
- Słyszałeś, kurwa? - wrzasnął. Rzucił się na chłopaka. Podkuliłam nogi patrząc jak chłopak kopie po brzuchu Ryana, który był już cały we krwi. Kiedy skończył podszedł do mnie.
- Wszystko dobrze? - spytał.
- Ta..tak - spojrzałam na mojego wybawcę i  zamarłam.
- Masz - zdjął swoją koszulkę i podał mi gdyż moja nie była w najlepszym stanie.
Wziął mnie na ręce i wyszedł z pokoju, następnie z domu. Weszliśmy do samochodu.
Odpalił silnik i ruszyliśmy.
- Witaj Zoe, jak zwykle musisz pakować się w kłopoty?



_______________________________________________________

 Jest pierwszy.
Przepraszam, że taki nudny i w ogóle.
Rozdziały postaram się dodawać co 2 dni (:
Informuję na twitterze i ewentualnie na gg.

TT:
@AyeItsKidrrauhl